Ogrodnictwo zrównoważone w praktyce

 

 

 

 

 

Ogrody i sady to z pewnością miejsca, gdzie można z powodzeniem wprowadzać najnowsze rozwiązania sprzyjające adaptacji do zmian klimatu. O innowacjach w ogrodnictwie tworzonych z myślą o przyszłości Mirosław Korzeniowski, prezes Stowarzyszenia AGROEKOTON opowiedział Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu Z klimatem i z pasją.

Podstawą zrównoważonego ogrodnictwa jest gospodarowanie zasobami naturalnymi w taki sposób, by zapewnić możliwość korzystania z nich nie tylko nam, ale i przyszłym pokoleniom. Jakie są ogólne założenia i cele ogrodnictwa zrównoważonego?

– Ogrodnictwo zrównoważone jest bardzo zbliżone w swoich założeniach do zasad integrowanej produkcji, które znamy i wdrażamy w polskim ogrodnictwie od ponad 20 lat. Podstawową różnicą jest to, że obok troski o bezpieczną produkcję i poszanowania środowiska naturalnego, w produkcji zrównoważonej zwracamy uwagę na godne wynagrodzenie dla ogrodnika i akceptację społeczną dla jego działań. Bez uczciwego wynagrodzenia na wykonaną pracę, producent owoców czy warzyw nie będzie w stanie właściwie troszczyć się o glebę, wodę czy owady pożyteczne. Przy spełnieniu powyższych założeń, będziemy mogli korzystać z zasobów naturalnych, zarówno my, jaki i przyszłe pokolenia.

Jakie są zalety i wady stanowiska oraz konsekwencje jego wyboru w ogrodnictwie zrównoważonym?

– Posłużę się przykładem. W produkcji sadowniczej mamy niewielkie możliwości prowadzenia rotacji. W produkcji upraw wieloletnich, często przez kilkanaście lat na tym samym polu, mamy posadzone drzewa tego samego gatunku np. jabłoni czy czereśni. Dlatego stanowisko powinno być szczególnie starannie wybrane i przygotowane przed posadzeniem drzew. Wynika to z faktu, że po posadzeniu drzew możliwości poprawy parametrów gleby są już mocno ograniczone. Należy też przestrzegać podstawowych zasad dobrej praktyki rolniczej np. nie sadzić jabłoni na podmokłych terenach czy w zastoiskach mrozowych. Takie niekorzystne dla produkcji towarowej części gospodarstwa można za to wykorzystać np. jako nieużytkowane rolniczo ostoje dla ptaków i owadów pożytecznych, poprawiające bioróżnorodność w gospodarstwie.

Jakie są zasady opracowywania płodozmianu z uwzględnieniem roślin o działaniu nawozowym i fitosanitarnym?

– W produkcji ogrodniczej, a zwłaszcza sadowniczej, wyzwaniem jest ograniczona dostępność nawozów organicznych pochodzenia zwierzęcego. Dlatego, przed posadzeniem sadu zalecamy wprowadzenie roślin o działaniu nawozowym i fitosanitarnym. Dobrą praktyką jest wysiewanie gryki, gorczycy, facelii lub gatunków bobowatych, które oprócz funkcji fitosanitarnych, dodatkowo wzbogacają glebę o próchnicę i składniki mineralne, w tym azot. Takie zabiegi pozwalają na ograniczenie problemu zwanego zmęczeniem gleby, przyspieszają wzrost roślin i ograniczają presję patogenów glebowych. Finalnie, łatwiej jest prowadzić zrównoważoną ochronę roślin i nawożenie.

Ochrona gleby w uprawach ogrodniczych to podstawowy czynnik plonowania i jakości płodów ogrodniczych?

– Poza specyficznymi uprawami pod osłonami np. pomidory szklarniowe uprawiane na wełnie mineralnej, podstawą efektywnej produkcji ogrodniczej jest gleba. W okresie intensyfikacji produkcji i walki o maksymalne plony, wielu ogrodników przekonało się, że niezdegradowana gleba jest warunkiem prowadzenia efektywnej produkcji w perspektywie dłuższej niż kilka lat. Dlatego w ogrodnictwie zrównoważonym, wracamy to pewnych praktyk, które zostały zaniedbane w konwencjonalnej produkcji. Odpowiedni płodozmian, poplony, wzbogacanie gleby o materię organiczną, to podstawa utrzymania gleby w dobrej kondycji. Jako ciekawostkę mogę dodać, że w Polsce prowadzimy badania nad szerszym wykorzystaniem kwasów humusowych czy innowacyjnych metod wzbogacania gleby o środki biologiczne zawierające pożyteczne bakterie Bacillus, Azotobacter czy grzyby Trichoderma. We współpracy ze stowarzyszeniem, rozpoczęły się wiosną 2021 roku doświadczenia nad wykorzystaniem podłoży na bazie węgla brunatnego czy innowacyjnych nawozów organicznych powstałych przy produkcji białka z owadów. W tej dziedzinie blisko współpracujemy z naukowcami z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie i Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach. Jeszcze w tym roku, zamierzamy zaprezentować pierwsze wyniki obserwacji z plantacji doświadczalnych.

Jak wygląda dobór gatunków i odmian roślin odpowiednich dla potrzeb ogrodnictwa zrównoważonego?

– Przede wszystkim należy szukać gatunków i odmian, które są mniej podatne na patogeny grzybowe czy szkodniki. Pozwala to na ograniczenie zabiegów konwencjonalnymi środkami ochrony roślin, przy jednoczesnym zachowaniu wysokich plonów dobrej jakości. Dobrym przykładem są parchoodporne odmiany jabłoni, przydatne w rolnictwie ekologicznym czy zrównoważonym. W takich sadach możemy zmniejszyć ilość zabiegów fungicydowych w sezonie lub zamienić środki chemiczne rozwiązaniami biologicznymi. Pamiętajmy, że redukcja ilości zabiegów, to korzyści dla rolnika, konsumenta i dla środowiska, bo zmniejsza się ilość stosowanych pestycydów i liczba przejazdów ciągnikiem w sadzie. Ma to również pozytywne przełożenie na redukcję emisji CO2.

Pokrótce – jakie są zasady doboru i stosowania agrochemikaliów w uprawach prowadzonych metodą zrównoważoną?

– Kluczową zasadą jest wykorzystanie systemów wspomagania decyzji i regularny monitoring plantacji. W oparciu o swoją wiedzę lub fachowe doradztwo, ogrodnik podejmuje decyzje o strategii ochrony przed patogenami. Środki ochrony roślin, zwłaszcza te konwencjonalne, stosujemy tylko wtedy, gdy zabieg jest niezbędny. Kierujemy się zasadą, że najpierw wybieramy metody agrotechniczne, potem niechemiczne, a środki chemiczne stosujemy tylko, gdy brak dla nich alternatywy. Stosując środki ochrony roślin, wszystkie zabiegi wykonujemy zgodnie z etykietą stosowania. Przestrzegamy zalecanych dawek, okresów karencji czy prewencji dla pszczół.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/ogrodnictwo-zrownowazone-w-praktyce

https://agronomist.pl/

Boom na mikroretencję

 

 

 

 

 

Polsce grozi stepowienie. Nasz kraj należy do grupy krajów najuboższych w zasoby wodne w całej Europie, a przy tym nękanym suszami. Żeby odwrócić ten trend, potrzebna jest m.in. retencja wody na miejscu, tam gdzie ona spadła w postaci deszczu. Właśnie dlatego, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zainicjowało przedsięwzięcie „Technologie domowej retencji”, dzięki któremu powstaną innowacyjne wieloobiegowe systemy retencjonowania, magazynowania i oczyszczania wody deszczowej, wody szarej oraz wody czarnej. Będą one mogły być wykorzystywane w domach, budynkach mieszkalnych czy szkołach.

Najważniejsze wyzwanie – zatrzymać wodę!

Przed Polską ważne wyzwanie rozwojowe – zrównoważony system gospodarowania wodą. Skutki podejmowanych bądź zaniechanych obecnie działań, z pewnością odczują przyszłe pokolenia. Fakty są takie, że na jednego mieszkańca kraju przypada trzy, a nawet cztery razy mniej wody niż na przeciętnego Europejczyka. Podczas suszy, zasobność ta spada o kolejne 50%. Jedną z odpowiedzi na ten proces jest jej retencja na małą oraz dużą skalę.

Jak wynika z danych Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, aktualnie w Polsce odzyskujemy zaledwie 6,5% wody opadowej, a potrzebujemy zwiększyć tę ilość przynajmniej dwukrotnie. Obecnie, głównym sposobem jej odzyskiwania jest tworzenie specjalnych zbiorników retencyjnych, w których zabezpieczane są miliony litrów sześciennych wody. Przykładowo w Hiszpanii funkcjonuje ich 1 900, a retencja sięga 45%. W naszym kraju zbiorników gromadzących powyżej 1 mln m³ (1 hm³) wody jest około 100. Alternatywne rozwiązanie to tworzenie rozproszonego systemu składającego się z milionów mniejszych zbiorników zainstalowanych na posesjach domów jednorodzinnych oraz budynków użyteczności publicznej.

Mikroretencja

Obniżające się zasoby wód gruntowych oraz głębinowych, stanowią coraz większe wyzwanie, które nieuchronnie zbliża nas do stanu suszy hydrologicznej. Według prognoz, sytuacja ta będzie się jeszcze pogarszać, co będzie skutkować okresowymi deficytami wody pitnej. Dlatego w najbliższych latach konieczne staje się wypracowanie rozwiązań w zakresie mikroretencji, szczególnie w przypadku gospodarstw domowych oraz wspólnot mieszkaniowych. Oprócz zachęt w postaci np. dotacji czy rozwiązań podatkowych, uzasadnione jest opracowanie inteligentnych systemów do gospodarowania wodami opadowymi, wykazujących realne korzyści w porównaniu ze stosowanymi obecnie instalacjami biernymi. Tym bardziej, że gromadzona deszczówka jest doskonałym źródłem darmowej wody dla wszystkich domowych potrzeb, takich jak mycie, pranie, zmywanie itp. Może też później służyć do podlewania ogrodu. Dodatkowa korzyść, to oszczędności w budżecie domowym w zakresie kosztów wody i odprowadzania ścieków. Oprócz ochrony przed suszą i deficytem wody, musimy zabezpieczać się przed powodziami. Postępujące utwardzanie powierzchni miast i przedmieść powoduje odpływ aż 60-75% wody deszczowej do kanalizacji miejskiej. To z kolei, z uwagi na nasilające się zmiany klimatu i związane z nimi ekstrema pogodowe, powoduje przeciążenie sieci kanalizacyjnej i nagłe powodzie w miastach. Rozwiązanie dla tej sytuacji stanowi rozproszone gromadzenie wody deszczowej w systemach, magazynowanie jej na okres bezdeszczowy, a w przypadku przepełnienia zbiornika – kierowanie jej do skrzynek rozsączających. To nowe, holistyczne podejście jest bliskie NCBR, ponieważ pozwala na zrównoważony rozwój miast i tworzy komfortowe warunki do życia dla ich mieszkańców.

Technologia domowej retencji

W ostatnich latach, na całym świecie rośnie popularność technologii domowej retencji, czyli gromadzenia np. deszczówki na własny użytek. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, rozpoczynając przedsięwzięcie „Technologie domowej retencji”, postawiło sobie za cel opracowanie nowoczesnej instalacji, która dzięki zastosowaniu technologii informatycznych, będzie aktywnie zarządzać procesem gromadzenia i wykorzystywania wody opadowej – w oparciu o dane dotyczące charakterystyki jej zużycia oraz prognozy pogody.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/boom-na-mikroretencje

https://agronomist.pl/

Produkuj mniej śmieci!

 

 

 

 

 

Rocznie, przeciętny Polak produkuje 315 kg śmieci, podczas gdy rekordziści – Duńczycy, 780 kg. Niezależnie od wyników, przed wszystkimi czeka misja zredukowanie ilości odpadów, która jest ukłonem w stronę środowiska cierpiącego przez naszą rozrzutność i nieroztropność. Według najnowszego badania Eurobarometr zlecanego przez instytucje europejskie, rosnąca ilość odpadów należy do trzech zagrożeń dla środowiska budzących największe zaniepokojenie mieszkańców. Respondenci uznali, że najbardziej skutecznym sposobem przeciwdziałania problemom dotyczącym środowiska, jest zmiana naszych zachowań w zakresie konsumpcji i produkcji.

Świat tonie w śmieciach

Jak wynika z danych Komisji Europejskiej, każdy mieszkaniec Unii wytwarza blisko pół tony odpadów komunalnych rocznie. W ramach Europejskiego Zielonego Ładu mają zostać wprowadzone środki na rzecz zapobiegania powstawaniu odpadów i ograniczania ich ilości, zwiększania zawartości materiałów pochodzących z recyklingu oraz minimalizowania wywozu odpadów poza UE. Ma również zostać wcielony w życie nowy unijny model selektywnego zbierania odpadów oraz znakowania wyrobów. To przyszłość, tymczasem, ilość odpadów wytwarzanych przez gospodarstwa domowe rośnie z roku na rok. Recykling, przemyślane zakupy i stosowanie produktów wielokrotnego użytku – to prosta droga, by żyć bardziej ekologicznie i chronić środowisko naturalne. Prosta, a zarazem wyboista, bo wymaga zmian w naszej filozofii życia. Nie musimy jednak stać się natychmiast ucieleśnieniem filozofii zero waste. Wystarczy po prostu przyjąć – w domu i w pracy, praktyki przyjazne naszej planecie. W ten sposób, zaoszczędzimy surowce, energię i zmniejszymy zanieczyszczenia poprzez ograniczenie zapotrzebowania na spalarnie i wysypiska.

Wysypiska przynoszą mnóstwo szkód, ale regulacja odpadów rozpoczyna się u nas – w domach. Fakty są takie, że śmieci zalewają i zatruwają środowisko. Wpływają m.in. na zanieczyszczenia wód powierzchniowych. Na skutek podmywania odpadów wodami opadowymi oraz zachodzenia procesów gnilnych, powstają tzw. odcieki. Śmieci nie pozostają również bez wpływu na glebę. Naukowcy wskazują, że m.in. metale ciężkie, związki siarki i fluoru, bakterie i grzyby są wszechobecne w promieniu co najmniej 50 metrów nie tylko od samego wysypiska, ale też dróg, którymi odpady są przewożone. Pamiętajmy także, że poprzez ziemię zanieczyszczenia trafiają do roślin. Śmieci składowane na wysypisku emitują również trujące gazy oraz pyły.

Śmieci kosztują

Na świecie widać już nowe trendy w podejściu do odpadów – nie tylko wśród wyznawców filozofii zero waste, ale także wśród przedsiębiorców, gmin, miast czy państw. Przykładowo, w Szwecji (część odpadów przerabia się w tym kraju na biogaz), ostatnie wysypisko zamknięto w 2005 roku. W wielu krajach rozkwita też handel hurtowy i  przybywa sklepów oferujących produkty bez opakowań.

Jeśli do kogoś nie trafiają argumenty związane z negatywnym wpływem odpadów na środowisko, może przemówią te ekonomiczne? Od 2019 roku opłaty za odbiór śmieci w Polsce wzrosły ponad dwukrotnie. Eksperci ze Stowarzyszenia „Polski Recykling” wskazują, że przetwarzanie śmieci w energię sprawdza się w odniesieniu do tych odpadów, które nie nadają się do recyklingu. Z ekonomicznego i środowiskowego punktu widzenia, korzystniej patrzeć na odpady jak na surowiec, z którego powstaną nowe rzeczy. Recykling materiałowy jest neutralny klimatycznie i przynosi korzyści dla wszystkich grup społecznych.

Zielona droga ku zmianom

Do 2050 r. Unia Europejska ma stać się obszarem neutralnym dla klimatu. W tym celu, Komisja Europejska podejmuje szereg inicjatyw mających na celu ochronę środowiska i pobudzenie zielonej gospodarki. Jak wynika z danych KE z 2020 roku, w nowym planie działania dotyczącym gospodarki o obiegu zamkniętym, w ramach Europejskiego Zielonego Ładu, przedstawiono nowe inicjatywy dotyczące całego cyklu życia produktów w celu modernizacji i przekształcenia naszej gospodarki przy jednoczesnej ochronie środowiska. U podstaw tego planu, leży ambitny zamiar wytwarzania zrównoważonych i trwałych produktów oraz chęć umożliwienia obywatelom pełnego udziału w gospodarce o obiegu zamkniętym i czerpania korzyści z pozytywnej zmiany, jaka się z tym wiąże. Można tu przytoczyć wiele przykładów proponowanych środków i sposobów ich stosowania w różnych sektorach.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/produkuj-mniej-smieci

https://agronomist.pl/

Liderka Marta Krzyżek-Siudak

 

 

 

 

 

Ponoć być w Krakowie i nie spróbować obwarzanka krakowskiego, to jak być w Paryżu i nie skosztować bagietki. Wypiek – mimo długiej historii wytwarzania, jest atrakcją turystyczną i przysmakiem także we współczesnych czasach. Doczekał się nie tylko unijnego certyfikatu, ale nawet swojego święta i muzeum – tuż obok Starego Kleparza – najstarszego placu targowego Krakowa. Założyła je Marta Krzyżek-Siudak, której serce rodowitej krakowianki podpowiedziało, że taki rarytas trzeba promować. O tym, jak rozpoznać prawdziwego obwarzanka krakowskiego i czym różni się on od precla czy bajgla, opowiedziała Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu Z klimatem i z pasją.

Jak to się stało, że założyłaś Żywe Muzeum Obwarzanka?

– Jestem krakuską kochającą swoje miasto i oczywiście kocham obwarzanki krakowskie. Są lubiane, a ich smak doceniają zarówno mieszkańcy miasta, jak i turyści. Obwarzanek ma nawet swoje święto w Krakowie, które od 2018 roku odbywa się cyklicznie na Małym Rynku. To okazja, by dowiedzieć się więcej o dziedzictwie kulinarnym Krakowa oraz spróbować potraw, w których wykorzystano obwarzanka. Obwarzanki kupuje się w Krakowie wprost ze specjalnych przeszklonych wózków, które można znaleźć niemal na każdym rogu. Do sprzedaży trafiają wczesnym rankiem, jeszcze ciepłe, a najsmaczniejsze są przez parę godzin po wypieku, gdyż szybko czerstwieją. Powszechnie wiadomo, że obwarzanki najlepiej smakują oczywiście w Krakowie. Kilka lat temu, odwiedziłam Żywe Muzeum Piernika w Toruniu, bardzo mi się tam spodobało i stwierdziłam, że Kraków też powinien zadbać o swój symbol i skarb. Nasze muzeum istnieje od 2017 roku. Odwiedzają nas tłumy.

Obwarzanek krakowski to nasza narodowa duma z unijnym certyfikatem. W 2010 roku, decyzją Komisji Europejskiej, został wpisany do Rejestru Chronionych Oznaczeń Geograficznych (ChOG).

– Wniosek o jego rejestrację, zgłosiła grupa piekarzy działających przy Jurajskiej Izbie Gospodarczej. Specyfikacja Obwarzanka Krakowskiego ściśle określa jego kształt, wagę oraz proces wytwarzania, a certyfikat mogą uzyskać piekarze wyłącznie z miasta Kraków oraz powiatów krakowskiego i wielickiego. Znak ChOG jest przyznawany produktom regionalnym z danego regionu, przy czym wystarczy, że tylko jedna faza ich wytwarzania odbywa się w określonym w nazwie regionie. W przypadku obwarzanka, cała produkcja musi odbywać się wyłącznie na terenie miasta Kraków oraz powiatów krakowskiego i wielickiego, ale – przykładowo, mąka do jego produkcji może pochodzić z innej części Polski. Używana jako posypka sól, pochodzi z terenów Polski – sól kłodawska, wielicka, bocheńska. Aby otrzymać prawo do używania znaku/oznaczania produktu odpowiednim znakiem zgodności, producent musi poddać się kontroli i uzyskać certyfikat. Produkty regionalne to produkty wytwarzane tylko w niektórych regionach Unii Europejskiej, a ich nazwa i metody wytwarzania są prawnie chronione. Certyfikat Chronione Oznaczenie Geograficzne oznacza, że dany produkt posiada szczególną jakość, reputację lub inne cechy związane z miejscem jego pochodzenia.

Zdradź tajemnicę, jak rozpoznać, czy mamy do czynienia z prawdziwym obwarzankiem krakowskim?

– Nie każde kółko to obwarzanek, a ten autentyczny na odwrocie ma charakterystyczne podłużne ślady po pieczeniu na ruszcie. Podróbki, wytwarzane maszynowo, na odwrocie mają małe kółeczka.

Obwarzanek krakowski często nazywany jest preclem czy bajglem, a to błąd.

– Dokładnie! Precle wywodzą się z północnych Włoch lub południowej Francji. Przypominają ósemkę, to chrupiący wypiek. Bajgle to pieczywo żydowskie wypiekane od XVII wieku, które prawdopodobnie pochodzi z Krakowa, w którym także wymyślono obwarzanki. Obwarzanki i bajgle mają kształt pierścienia, co może być dla nas mylące, ale bajgle są lepione z jednego paska ciasta, a obwarzanki są plecione z dwóch lub więcej pasków. Różni je też średnica otworu. Bajgle mają mniejsze niż obwarzanki – do 3 cm. otworu. Dodatkowo, obwarzanka ma fakturę splotu, a bajgle są gładkie i miękkie. Różnicę widać więc na pierwszy rzut oka.

Tego też uczycie w Żywym Muzeum Obwarzanka?

– Tak! Można u nas zobaczyć stare zdjęcia ze sprzedaży obwarzanków w różnych miejscach Krakowa, stare przepisy, a także poznać historię obwarzanka, dowiedzieć się niemal wszystkiego o tajnikach robienia tego przysmaku, skosztować go, a podczas warsztatów – samodzielnie go przygotować. Krakowski obwarzanek ma dokładnie określony kształt i wagę. Średnica powinna mieć od 12 do 17 cm, grubość splotu od 2 do 4 centymetrów. Wypiek ma być nie lżejszy niż 80 i nie cięższy niż 120 gram. Obwarzanek ma kształt spiralnie skręconego pierścienia, posypany jest makiem, solą lub sezamem, a jego nazwa związana jest ze sposobem przygotowywania ciasta, które jest obgotowywane, czyli obwarzane w wodzie. Każdy ma inny kształt – ze względu na ręczne obrabianie i formowanie ciasta. Mówi się, że obwarzanki krakowskie są jak płatki śniegu – nie ma dwóch takich samych.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/obwarzankowe-love

https://agronomist.pl/

Genom żyta rozkodowany!

 

 

 

 

 

Genom żyta próbowano już rozkodować 28 lat temu. Udało się to dopiero teraz, dzięki czteroletniej pracy międzynarodowego zespołu naukowców z trzynastu krajów. W tym gronie, znalazło się również czterech badaczy z Polski – z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie oraz ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Osiągnięcie pozwoli na doskonalenie innych roślin uprawnych, powszechniej uprawianych, a z żytem blisko spokrewnionych np. pszenicy, pszenżyta oraz jęczmienia.

Autorami badania są członkowie międzynarodowego zespołu The International Rye Genome Sequencing Consortium. W ich gronie był silny polski skład – dr hab. Beata Myśków i dr hab. Stefan Stojałowski z Katedry Genetyki, Hodowli i Biotechnologii Roślin Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa ZUT oraz dr hab. Hanna Bolibok-Brągoszewska i prof. dr hab. Monika Rakoczy-Trojanowska z Katedry Genetyki, Hodowli i Biotechnologii Roślin, Instytutu Biologii SGGW w Warszawie. 63 naukowców rozkodowało genom żyta, czego szczegółowy opis opublikowano na łamach prestiżowego magazynu Nature Genetics. Odkrycie genomu żyta było dla badaczy ogromnym wyzwaniem.

Genom żyta liczy prawie 8 mld nukleotydów, czyli ponad 2 razy więcej niż DNA człowieka. Z drugiej strony, zainteresowanie żytem jako gatunkiem ważnym gospodarczo jest ograniczone do nielicznych krajów, głównie z obszaru Europy Środkowo-Wschodniej. Z tego powodu nakłady finansowe na badania żyta w skali globalnej są niewielkie. Poznaniem sekwencji DNA człowieka był zainteresowany cały świat, sekwencją DNA żyta kilkanaście państw, gdzie jest ono uprawiane – wyjaśnia dr hab. Beata Myśków z Katedry Genetyki, Hodowli i Biotechnologii Roślin, Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa ZUT.

Co ciekawe, gdy prace międzynarodowego zespołu The International Rye Genome Sequencing Consortium nad sekwencją DNA europejskiej linii żyta były już zaawansowane, okazało się, że grupa naukowców z Chin również pracuje nad zsekwencjonowaniem genomu żyta – nad azjatycką formą tego gatunku.

Wyścig obu zespołów trwający kilkadziesiąt miesięcy zakończył się idealnym remisem. Publikacje zostały złożone do druku w odstępie trzech dni, a finalnie ukazały się w tym samym terminie. Jest to chyba pierwszy taki przypadek, gdy dwa zespoły pracujące nad równie złożonym i długotrwałym przedsięwzięciem, opublikowały swoje wyniki w tym samym dniu – mówi dr hab. Stefan Stojałowski.

Rozkodowany genom żyta to baza danych, dzięki której będziemy mogli lepiej zrozumieć biologiczne mechanizmy regulujące procesy życiowe tej rośliny.

– Zrozumienie, jak funkcjonuje skomplikowany mechanizm jakim są komórki żywego organizmu (rośliny, zwierzęcia, człowieka) umożliwia wyjaśnienie m.in. tego, dlaczego coś działa nie tak, jak byśmy tego chcieli. Teraz będziemy mogli dowiedzieć się dlaczego nasze żyto czasami choruje, daje plony niższe od naszych oczekiwań, dlaczego zbierane z pola ziarna nie zawsze nadaje się do produkcji smacznego pieczywa itd. – tłumaczy dr hab. Stojałowski.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/genom-zyta-rozkodowany

https://agronomist.pl/

Degradacja gleb i gruntów

 

 

 

 

 

Grunty i gleby w Europie podlegają licznym presjom, w tym ekspansji miast, zanieczyszczeniu pochodzącemu z rolnictwa i przemysłu, zasklepianiu gleby, fragmentacji krajobrazu, niskiemu stopniowi dywersyfikacji upraw, erozji gleby oraz ekstremalnym zdarzeniom pogodowym związanym ze zmianami klimatu. Naukowcy Europejskiej Agencji Środowiska wskazują, że dążenie do zrównoważonego gospodarowania glebami i gruntami oraz poprawa ich dotychczasowej kondycji, wymaga zmian systemowych, zwłaszcza w sektorach gospodarki, przemysłu i rolnictwa, a także udoskonalenia prawa i rozbudowy systemów monitoringu.

Niezbędne zrównoważone gospodarowanie glebami

Europejskie obszary miejskie rozrastają się, często kosztem żyznych gruntów rolnych. Eksperci EEA wskazują, że powierzchnie betonowe i asfaltowe, przyczyniają się do zasklepienia (uszczelnienia) gleby, uniemożliwiając jej tym samym realizację funkcji takich jak magazynowanie wody, produkowanie żywności i biomasy, regulowanie klimatu, ochrona przed szkodliwymi substancjami chemicznymi oraz zapewnianie środowiska życia. Woda deszczowa spływa po uszczelnionych powierzchniach, zamiast wnikać w glebę, gdzie może być filtrowana i może uzupełnić poziom wód gruntowych. Drogi, linie kolejowe, kanały i miasta przyczyniają się do fragmentacji krajobrazu, co prowadzi do ograniczenia powierzchni siedlisk różnych gatunków, a tym samym szkodzi różnorodności biologicznej. Grunty rolne i tereny pół-naturalne są w dalszym ciągu wykorzystywane pod budowę miast oraz obiektów handlowych i przemysłowych. Ponadto wiele sektorów – przemysł, rolnictwo, gospodarstwa domowe, a nawet sektor oczyszczania ścieków – uwalnia zanieczyszczenia do gruntów i gleb. Zanieczyszczenia te, mogą gromadzić się w glebie, a następnie dostać się do wód gruntowych, rzek i mórz.

Intensyfikacja rolnictwa a stan gleby

Jak wynika z danych EEA, w ostatnich dziesięcioleciach, całkowita powierzchnia obszarów wykorzystywanych do celów rolnych w Europie zmniejszyła się, a plony zwiększyły. Intensyfikacja rolnictwa umożliwiła produkcję żywności dla rosnącej populacji. Intensywne rolnictwo wywiera presję na zdrową i produktywną glebę, czyli ten zasób, który zapewnia jego funkcjonowanie. Jednocześnie, w odległych regionach, dochodzi do porzucania gruntów rolnych, co ma szczególny wpływ na społeczności wiejskie, gdzie lokalne gospodarki tworzone są głównie przez małe gospodarstwa rolne o ograniczonych perspektywach ekonomicznych i niskiej produktywności, a przedstawiciele młodszych pokoleń migrują do miast.

Degradacja gleb – globalny mechanizm rynkowy

Jak czytamy w raporcie EEA, użytkowanie gruntów ma wymiar globalny. Wiele działań związanych z gruntami, w szczególności produkcja żywności i wydobycie zasobów, podlega globalnym mechanizmom rynkowym. Na przykład, światowe zapotrzebowanie na paszę, żywność i bioenergię, wpływa na lokalną produkcję rolną w wielu częściach świata, również w Europie. Susze i braki w produkcji w państwach eksporterach, wpływają na światowe ceny np. ryżu – podstawowego produktu żywnościowego dla miliardów ludzi. Międzynarodowe firmy mogą nabywać produktywne grunty rolne w Afryce i Ameryce Południowej, aby sprzedawać swoje produkty na całym świecie. Sposób użytkowania gruntów i gleb jest również bezpośrednio związany ze zmianami klimatu. Gleby zawierają znaczne ilości węgla i azotu, które mogą być uwalniane do atmosfery, w zależności od sposobu użytkowania gruntów. Wycinanie lasów tropikalnych pod wypas bydła lub zalesianie w Europie może przechylić szalę równowagi globalnych emisji gazów cieplarnianych na jedną lub drugą stronę. Topnienie wiecznej zmarzliny z powodu wzrostu globalnej średniej temperatury może przyczynić się do uwolnienia dużej ilości gazów cieplarnianych, w szczególności metanu, oraz przyspieszyć wzrost temperatury. Zmiany klimatu mogą również w znaczący sposób wpłynąć na to, co i gdzie europejscy rolnicy mogą produkować.

Ochrona gleb jest niewystarczająca!

Wiele globalnych polityk ramowych, w tym Cele Zrównoważonego Rozwoju przyjęte przez ONZ, bezpośrednio i pośrednio dotyczy kwestii gruntów i gleb. Strategie europejskie są ukierunkowane na rozwiązywanie problemu zajmowania gruntów na potrzeby urbanizacji i infrastruktury, ograniczenie fragmentacji krajobrazu, redukcję emisji zanieczyszczeń i emisji gazów cieplarnianych oraz na ochronę gleb i różnorodności biologicznej. Jednak, jak podkreślają eksperci EEA, zarówno strategie europejskie jak i światowe, odnoszące się do wspomnianych obszarów polityki, zwłaszcza ochrony gleb, w niewystarczający sposób określają cele i zobowiązania, w szczególności te wiążące. Natomiast w obszarach, w których cele są określone, w tym tych związanych z ochroną przyrody i różnorodności biologicznej, celów tych nie osiągamy.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/degradacja-gleb-i-gruntow-cd2ee

https://agronomist.pl/

Rolnictwo zmienia klimat, a klimat rolnictwo!

 

 

 

 

 

Uprawy bezorkowe, racjonalizacja nawożenia, rozwiązania technologiczne w hodowli, biogaz czy zaprzestanie odwadniania gleb organicznych. Rolnicy muszą się nastawić na zmiany i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, by dążyć do osiągnięcia neutralności klimatycznej w rolnictwie do 2050 roku. Proces transformacji jest konieczny i z pewnością nie będzie łatwy. Naukowcy wskazują, że zmienić muszą się także nawyki konsumenckie – trzeba ograniczyć nadmierną konsumpcję, marnotrawienie żywności, a także popyt na produkty pochodzenia zwierzęcego.

Dobry klimat na zmiany

Skutki zmian klimatycznych coraz bardziej odbijają się na sektorze rolnym, dlatego szczególnie pożądany jest silny nacisk na przystosowanie się do transformacji i dynamicznego przystosowania się do obecnych warunków.

21 kwietnia br. zostało zawarte wstępne porozumienie krajów członkowskich Unii Europejskiej w sprawie europejskiego prawa klimatycznego. Jako jeden z kluczowych elementów europejskiego zielonego ładu, europejskie prawo o klimacie zawiera zobowiązanie UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. oraz cel pośredni, jakim jest ograniczenie emisji gazów cieplarnianych netto o co najmniej 55 proc. do 2030 r. w porównaniu z poziomem emisji z 1990. W ocenie największych europejskich organizacji rolniczych Copa – Cogeca, europejskie prawo klimatyczne jest kluczowym aktem prawnym, który wytyczy drogę transformacji europejskiego rolnictwa w nadchodzących latach.

Tradycyjne działania już nic nie zmienią!

Jak wynika z analizy ekspertów z Instytutu Ochrony Środowiska Państwowego Instytutu Badawczego przygotowanego w ramach projektu LIFE Climate CAKE PL, dotyczącej oceny wpływu polityki klimatycznej na sektor polskich gospodarstw rolnych, neutralność klimatyczna zakładana w Europejskim Zielonym Ładzie, nie może być osiągnięta przez zwykłe wprowadzenie „tradycyjnych” narzędzi polityki klimatycznej względem rolnictwa, w tym opodatkowania oraz wprowadzania bardziej wyśrubowanych standardów emisji. Takie podejście prowadzi do negatywnych efektów w zakresie produkcji rolnej i dochodów rolników we wszystkich scenariuszach zakładających wdrożenie rozważanych restrykcji. Wśród szczegółowych wyników i wniosków z analizy warto wymienić następujące:

  • Wymuszone ograniczenie emisji o 20 proc. prowadzi do 9,5 proc. spadku wartości produkcji i 14 proc. spadku dochodów gospodarstw. Przy przyjętych w analizie założeniach, najmocniej ograniczyłoby to poziom produkcji w odniesieniu do hodowli bydła mięsnego (35 proc.), mlecznego (16 proc.), uprawy kukurydzy (21 proc.) czy buraków cukrowych (21 proc.).
  • Wprowadzenie bezpośredniego podatku od emisji na poziomie 20 euro/tonę CO2ekw, zwiększyłoby koszty sektora o 2,78 mld zł rocznie, co przekłada się na wzrost o 1 960 zł na gospodarstwo i 195 zł na hektar wykorzystywanych użytków rolnych (UUA). To wielkość bliska 10 proc. przychodów gospodarstw rolnych.
  • Wprowadzenie podatku od nawozów mineralnych skutkujące 20 proc. wzrostem ich cen, zwiększyłoby całkowite koszty nawożenia o 3,95 proc. i jednocześnie 10,3 proc. zmniejszenie ich wykorzystania oraz spadek dochodów rolników o 5,5 proc., zaś emisja zmniejszyłaby się jedynie o 1,6 proc.

Rolnik dla neutralności klimatycznej

Z kolei, raport WWF „Zeroemisyjna Polska 2050” wskazuje, że sektor rolnictwa odpowiada za ok. 8% emisji w Polsce (ok. 32 mln ton ekwiwalentu CO2 (CO2eq), z tendencją lekko rosnącą. Według badaczy, w sektorze leśnictwa i gleb, spadać będzie pochłanianie z ok. 34 mln ton CO2eq do ok. 10 mln ton CO2eq w 2040 r. Znaczna część emisji ma charakter procesowy – np. związana jest z uprawą gleby, nawożeniem, hodowlą czy prowadzeniem prac leśnych – co oznacza, że ich zmniejszenie jest niezwykle trudne. Oba sektory, dostarczają też licznych usług ekosystemowych. Naukowcy w raporcie zarekomendowali działania, które powinny zostać podjęte, by rolnictwo było bardziej zrównoważone i osiągnęło neutralność klimatyczną.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/rolnictwo-zmienia-klimat-a-klimat-rolnictwo

https://agronomist.pl/

Liderka Krystyna Just

 

 

 

 

 

Znane porzekadło: „Lepszy rydz niż nic”, zazwyczaj kojarzymy w odniesieniu do rydza, czyli grzyba o nazwie mleczaj rydz. Jednak, bohaterką tego starego powiedzenia, tak naprawdę jest lnianka siewna, zwana ze względu na rdzawy kolor rydzykiem lub ryżykiem. Do XIX wieku w Polsce była to podstawowa uprawna roślina oleista, z której przygotowywano olej. Porzekadło oznaczało więc dawniej, że w ubogim wiejskim domu, gdzie brakowało tłuszczu zwierzęcego, za „omastę” do potraw wykorzystywany był właśnie on. Od lat tradycja wytwarzania takiego oleju jest kultywowana przez rodzinę Krystyny Just. Lnianka wraca na polskie pola, ponieważ roślina ta na nowo wzbudza zainteresowanie rolnictwa i przemysłu.

Gospodarstwo rodzinne państwa Justów znajduje się w wielkopolskiej gminie Szamotuły. Ma 50 hektarów, prowadzone jest od 1990 roku. Ma bazę produkcyjną wraz z magazynami oraz laboratorium. Specjalizuje się w uprawie i handlu w Polsce i za granicą roślinami zielarskimi, cebulami kwiatowymi, nasionami roślin oleistych, miłorzębu dwuklapowego (Ginkgo biloba) oraz w produkcji olejów z wiesiołka, ogórecznika, zarodków pszenicy i pestki czarnej porzeczki. Tłoczy m.in. len, lniankę, konopie, ostropest. Państwo Just to także jedyni polscy producenci oleju rydzowego, który uzyskał unijny certyfikat Gwarantowana Tradycyjna Specjalność. Zdobył także nagrodę „Perła 2005″ w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”. Z pietyzmem odtworzyli metodę tłoczenia tego oleju na zimno, co pozwoliła wejść na rynek produktowi, który prawie zaginął przed kilkudziesięcioma lat. Olej z lnianki tłoczony na zimno zachowuje swój cenny skład – w procesie wytwarzania go, temperatura nasion nie przekracza 38 stopni.

Dawniej, do XIX wieku, lnianka była podstawową uprawna rośliną oleistą. Rosła dobrze i odpowiednio plonowała nawet tam, gdzie inne rośliny pewnie by nie urosły. Stąd zapewne jej popularność. Olej był wykorzystywany do celów spożywczych nie tylko w domach chłopskich, ale także na dworach szlacheckich. Ma charakterystyczną złocisto-zielonkawą barwę i płynną konsystencję. Jego smak jest swoisty, ostry. Jako jeden z nielicznych olejów, jest łatwo rozpoznawalny po charakterystycznym zapachu oraz smaku cebulki i gorczycy – opowiada Krystyna Just.

Jak wskazuje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, ze względu na ponad 60 lat nieobecności na rynku olejowym, o dawnym zapachu i smaku oleju rydzowego mogą mówić tylko ludzie w wieku powyżej 70 lat. W połowie lat 90 powrócono do produkcji tego wyrobu. Przypadek sprawił, że do zakładu tłoczącego oleje zgłosił się rolnik z Gaju Małego (obecny powiat szamotulski) z nasionami lnianki do wytłoczenia. Będąc rozsmakowany w tym oleju uprawiał wraz z ojcem corocznie 25 arów lnianki na własne potrzeby żywieniowe. Tłocznia była dla niego ostatnią nadzieją na wytłoczenie oleju, ponieważ ostatnia prywatna tłocznia w okolicy przeprowadzała właśnie remont, a okres postu już się zbliżał. Po przebadaniu oleju rydzowego w Instytucie Żywności i Żywienia w Warszawie, kiedy to okazało się, że posiada on ciekawy skład kwasów nienasyconych i zawiera dużą dawkę witamin (szczególnie wit. E) oraz mikro- i makroelementów, zlecono opracowanie normy zakładowej pod produkcję tego oleju na rynek. Powoli ilość sprzedawanego oleju rosła, ponieważ w pamięci starszej generacji pozostał jego smak i zapach. Przez szereg lat uprawy, posiłkując się wiadomościami historycznymi, stworzono mikro rynek producenta nasion. Wydano instrukcję uprawy i opracowano nową metodę kondycjonowania nasion pod tłoczenie.

Jak wynika z badań Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie, olej rydzowy może być przechowywany dłużej niż oleje o podobnym składzie NNKT (egzogennych kwasów tłuszczowych). Jego skład kwasów tłuszczowych jest korzystniejszy od wielu innych olejów, np. oleju z oliwek, lnu, rzepaku, słonecznika.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/krystyna-just-i-olej-rydzowy

https://agronomist.pl/

Patent na ochronę!

 

 

 

 

 

Do tej pory Komisja Europejska zarejestrowała 44 polskie nazwy produktów rolnych i środków spożywczych, jako chronione nazwy pochodzenia (ChNP), chronione oznaczenia geograficzne (ChOG) lub gwarantowane tradycyjne specjalności (GTS). Bryndza podhalańska, oscypek czy karp zatorski, to produkty chronione w sposób szczególny. Wszystko dzięki specjalnemu oznaczeniu. Nie tylko wytwórcy produktów, ale także przedstawiciele branży rolno-spożywczej, naukowcy, twórcy ludowi, lokalnych i regionalnych marek i działacze z terenów wiejskich, powinni zadbać o ochronę praw autorskich, znaków towarowych, patentów czy wzorów. Warto o tym pomyśleć szczególnie 26 kwietnia, czyli w Światowy Dzień Własności Intelektualnej. Podstawowym patentem na ochronę praw twórców i wynalazców, jest bowiem dobra znajomość przepisów.

Co daje ochrona własności intelektualnej?

Ochrona własności intelektualnej pozwala na zrównoważenie interesów twórców i wynalazców z dobrem publicznym, wpływając na tworzenie otoczenia sprzyjającego rozwojowi inwencji oraz kreatywności dla dobra całego społeczeństwa. Światowy Dzień Własności Intelektualnej, to święto ustanowione przez Światową Organizację Własności Intelektualnej, którego celem jest wskazanie społeczeństwu, jak patenty, prawa autorskie, znaki towarowe i wzory, mają wpływ na codzienne życie, a także uświadomienie wszystkich o obowiązującym prawie własności intelektualnej i pogłębienie ich wiedzy na ten temat.

Jak czytamy w opracowaniu dr Alicji Adamczak i Marcina Gędłeka pt. „Czym jest własność intelektualna?”, wydanym przez Krajową Izbę Gospodarczą oraz Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej, powstałym na bazie publikacji WIPO, prawa własności intelektualnej, podobnie jak inne prawa własności, pozwalają twórcom bądź właścicielom praw wyłącznych na czerpanie korzyści majątkowych bądź zawodowych z przysługujących im praw. Reguła ta znalazła odzwierciedlenie w art. 27 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, który stanowi, iż każdy człowiek ma prawo do ochrony moralnych i materialnych korzyści wynikających z jakiejkolwiek jego działalności naukowej, literackiej lub artystycznej. Znaczenie własności intelektualnej zostało dostrzeżone w pierwszych aktach międzynarodowych w tym zakresie, jakimi były Konwencja Paryska o ochronie własności przemysłowej z 1883 r. oraz Konwencja Berneńska o ochronie dzieł literackich i artystycznych z 1886 r. Oba te traktaty są administrowane przez Światową Organizację Własności Intelektualnej (WIPO).

Pojęcie „własność intelektualna”, odnosi się do wytworów ludzkiego umysłu, takich jak m.in. wynalazki, utwory literackie i artystyczne czy też nazwy czy oznaczenia towarów stosowane w działalności gospodarczej.

Własność intelektualna dzieli się na dwie kategorie:

  • Własność przemysłową, która obejmuje patenty na wynalazki, znaki towarowe, wzory przemysłowe, oznaczenia geograficzne, a w niektórych państwach, w tym w Polsce, również wzory użytkowe oraz topografie układów scalonych.
  • Prawa autorskie, które chronią m.in. utwory literackie, filmy, piosenki i utwory muzyczne, obrazy, rzeźby, fotografie czy utwory architektoniczne. Prawa pokrewne do praw autorskich zapewniają ochronę m.in. artystom scenicznym (takim jak muzycy czy aktorzy), producentom nagrań audiowizualnych czy też nadawcom radiowotelewizyjnym.

Naukowcy wskazują, że prawa własności intelektualnej premiują kreatywność i pracę twórczą, co jest podstawą rozwoju cywilizacyjnego. Przykładowo, brak ochrony znaków towarowych sprawiłby, że konsumenci byliby pozbawieni możliwości nabywania towarów od zaufanych i renomowanych producentów. Dzięki prawnej ochronie znaków, możliwa jest również skuteczna walka z piractwem i podrabianiem towarów.

Patent a znak towarowy

Jak wynika z danych Światowej Organizacji Własności Intelektualnej, patenty są udzielane wyłącznie na rozwiązania o charakterze technicznym, które są nowe, posiadają poziom wynalazczy i nadają się do przemysłowego stosowania. Z kolei unikalny znak towarowy, pomaga konsumentom w identyfikacji i nabywaniu towarów w oparciu o zaufanie do towarów lub usług danego producenta, posiadających dobrą reputację i jakość.

Uzyskanie ochrony na znak towarowy, gwarantuje jego właścicielowi wyłączność korzystania z tego znaku. Pierwszym krokiem w kierunku uzyskania prawa ochronnego na znak towarowy, jest zgłoszenie tego znaku w Urzędzie Patentowym RP.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/patent-na-ochrone

https://agronomist.pl/

 

 

 

 

 

Bioróżnorodność to podstawa życia. Jest niezbędna ludziom z powodów środowiskowych i klimatycznych. Pomaga chronić zdrowie i podtrzymywać funkcjonowanie gospodarki. Zanika jednak w szybkim tempie. Jak wskazują naukowcy, liczba codziennie wymierających gatunków sięga 200. Warto o tym pomyśleć zwłaszcza 22 kwietnia – w Międzynarodowy Dzień Ziemi. Najlepiej od razu zacząć robić coś dla planety. Przykładowo, można przyłączyć się do akcji mającej na celu zwiększenie bioróżnorodności, zainicjowanej przez gospodarstwo ekologiczne Anielskie Ogrody: „1m2bio”.

Zachowywanie bioróżnorodności w środowisku naturalnym jest niezwykle ważnym zadaniem, które stoi nie tylko przed nami, ale także przed kolejnymi pokoleniami. Jak możemy powstrzymać jej utratę? Choćby poprzez bardziej zrównoważony styl życia. Mniej zużytej wody i energii, generowanych śmieci, zmianę nawyków żywieniowych, ograniczenie wysokoprzetworzonych produktów. Dokonujmy świadomych wyborów i pamiętajmy, że każdy z nas pozostawia po sobie ślad ekologiczny. Jak sprawić, by miał on pozytywny wymiar dla Ziemi? Kamila i Bogda Kasperscy, wielokrotnie nagradzani ekologiczni gospodarze z województwa lubuskiego, zachęcają do wzięcia udziału w akcji „1m2bio” wszystkich, którzy chcą pomóc naturze. Ma ona na celu pokazanie, jak jedna osoba może zmienić jeden metr kwadratowy ziemi – tylko tyle i aż tyle. Przecież nie od dziś wiadomo, że nawet małe rzeczy mogą doprowadzić do wielkich zmian!

Nie ocalimy całego świata, ale każdy z nas może zmienić chociaż jeden metr kwadratowy. Pomyślcie – ile ludzi jest wokół nas! Jeśli każdy wzbogaci bioróżnorodność na takim małym skrawku ziemi, to bardzo dużo zmieni się na lepsze! – przekonują.

Co można zrobić na jednym metrze kwadratowym, by przyczynić się do wzbogacenia życia biologicznego?

Wykonaj 10 łatwych kroków:

  1. Znajdź miejsce, które chcesz zmienić.
  2. Zrób zdjęcie albo nagraj filmik jak to miejsce wygląda teraz i wstaw na grupie https://www.facebook.com/groups/1m2bio
  3. Odmierz 1 m2.
  4. Przygotuj miejsce pod wysiew nasion lub sadzenie roślin.
  5. Posiej lub posadź. Możesz też zrobić jeszcze coś innego, co wzbogaci to miejsce.
  6. Zaznacz lub ogrodź to miejsce, jeśli jest taka konieczność.
  7. Podlewaj jeśli będzie sucho.
  8. Obserwuj jak zmienia się życie na 1m2.
  9. 15 sierpnia zrób zdjęcie lub nagraj filmik z tego samego miejsca i wstaw na grupie https://www.facebook.com/groups/1m2bio
  10. Zaproś do udziału w akcji „1m2bio” przynajmniej dwie znane Ci osoby.

Od czego zacząć wprowadzanie zmian dla bioróżnorodności na Ziemi? Podjąć wyzwanie i znaleźć miejsce, które można odmienić. Im gorszy jest stan wyjściowy, tym więcej można osiągnąć.

Zasiej, posadź i obserwuj zmiany. Ciesz się pojawiającym się życiem. „1m2bio” to okno życia dla przyrody! – zachęcają Państwo Kasperscy.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/zadbaj-o-bioroznorodnosc-na-ziemi

https://agronomist.pl/