Nawóz… na bazie odchodów owadów!

 

 

 

 

 

Zero waste przyszłością dla rolnictwa! – naukowcy Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu nie mają w tej kwestii wątpliwości. Właśnie dlatego wskazują innowacyjny pomysł na wykorzystanie odchodów owadów jako nawozu organicznego. Przystąpili już do badań, które mają wykazać, jakie mają one oddziaływanie na wybrane rośliny. Pierwsze wyniki analiz są bardzo obiecujące! Niewykluczone, że nawóz ten może znaleźć zastosowanie w rolnictwie, ogrodnictwie czy w uprawach hobbystycznych. Polscy naukowcy szykują dla rolników także inne ciekawe alternatywy do wykorzystania w produkcji.

Zero waste dla rolnictwa

Filozofia „zero waste” zazwyczaj nie jest przez nas kojarzona z rolnictwem. Czas to jednak zmienić. Tym bardziej, że przed rolnikami ogromne wyzwanie. Do 2050 roku, będą musieli zaspokoić potrzeby żywieniowe niemalże 10 mld ludzi. Biorąc pod uwagę dewastację gruntów rolnych i światowe niedobory wody, jednym z rozwiązań wydają się być takie trendy jak zero waste czy alternatywne źródła białka, które pozwolą produkować żywność bez negatywnego wpływu na środowisko.

Wbrew powszechnym twierdzeniom, rolnictwo w bardzo wielu zakresach jest zero waste – od zarania swych dziejów wykorzystuje w produkcji z dużym powodzeniem np. obornik, czyli odpad z produkcji zwierzęcej. W kolejnych latach, do zastosowania w uprawach wprowadzane były komposty, nawozy zielone, pofermenty z biogazowni czy w ostatnim czasie osady ściekowe jako nawóz. Ale to nie koniec możliwości wykorzystania „odpadów” w produkcji roślinnej – tłumaczy prof. UPP dr hab. Zuzanna Sawinska z Katedry Agronomii, Wydziału Rolnictwa, Ogrodnictwa i Bioinżynierii UPP.

Poznańscy naukowcy wskazują, że w rolnictwie nic nie powinno się marnować. Swoją uwagę skupili na tym, co będzie się działo z tym, co owady zjedzą i wydalą. Otóż, powstaje z tego naturalny nawóz, który może znaleźć swoje zastosowanie w rolnictwie, ogrodnictwie czy w uprawach hobbystycznych. Badacze z Katedry Agronomii UPP sprawdzają teraz, w jaki sposób, w jakich dawkach i w przypadku jakich roślin, nawóz będzie mógł być wykorzystywany.

Pierwsze wyniki badań są bardzo obiecujące, wskazują że istnieje możliwość zastosowania nawozu z odchodów Hermetia illucens zarówno w uprawie jęczmienia ozimego, życicy trwałej jak sałaty czy bazylii. Aktualnie testujemy różne dawki tego nawozu, sposoby stosowania, będziemy także sprawdzać jak radzą sobie oceniane w badaniach rośliny w warunkach stresu suszy w przypadku zastosowania tego nawozu, oczywiście w porównaniu z kombinacjami w których nawóz na bazie odchodów Hermetia illucens nie był stosowany. Jeszcze wiele ciekawych obserwacji przed nami – dodaje prof. UPP dr hab. Zuzanna Sawinska.

Badania realizowane są jako podwykonawstwo w ramach badań przemysłowych i rozwojowych w projekcie HiProMine S.A. „Opracowanie technologii wytwarzania nawozu organicznego (w postaci peletu/granulatu) na bazie odchodów Hermetia illucens i zbadanie jego oddziaływania na wybrane rośliny” – działanie 1.1 „Projekty B+R przedsiębiorstw”, Poddziałanie 1.1.1 „Badania przemysłowe i prace rozwojowe realizowane przez przedsiębiorstwa” Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.

Zastosowanie owadów w paszy dla zwierząt

Poszukując zrównoważonych i długofalowych rozwiązań w Europie musimy również rozważyć korzyści, jakie może przynieść zastosowanie owadów w paszy dla zwierząt. Konieczne jest również prowadzenie badań na podstawie, po których zaistnieje możliwość podjęcia decyzji o bezpiecznym wprowadzeniu białka owadziego do systemu żywieniowego zwierząt hodowlanych. Obecnie w Polsce takie badania są prowadzone w ramach projektu GOSPOSTRATEG pt. „Opracowanie strategii wykorzystania alternatywnych źródeł białka owadów w żywieniu zwierząt umożliwiającej rozwój jego produkcji na terytorium RP”, współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju realizowanego przez konsorcjum, w skład którego wchodzą: Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie oraz Państwowy Instytut Weterynaryjny – Państwowy Instytut Badawczy w Puławach. Celem projektu jest opracowanie strategii rozwoju produkcji białka owadów poprzedzone przeprowadzeniem badań, na podstawie których nastąpi selekcja gatunków owadów możliwych do hodowli w warunkach polskich, określenie optymalnych parametrów hodowli owadów i technologii ich produkcji oraz zasad przechowywania i stosowania białka i tłuszczu w żywieniu zwierząt. Sam wybór najbardziej odpowiedniego oraz zrównoważonego gatunku o najbardziej pożądanych właściwościach do produkcji pasz, stanowi dosyć trudne zadanie. Podczas gdy tysiące gatunków są spożywane na całym świecie, to tylko kilka z nich jest brane pod uwagę w kontekście hodowli przemysłowej. Jak wskazują naukowcy, na wybór ten będzie miało wpływ wiele czynników, poczynając od odpowiedniego środowiska i warunków klimatycznych, przez wymagania żywieniowe oraz gatunki charakteryzujące się najwyższymi wartościami odżywczymi, a kończąc na możliwość hodowli owadów z wykorzystaniem odpadów organicznych. W projekcie rozpatrywano kilka gatunków owadów, jednakże tylko dwa z nich zostały uznane jako najbardziej odpowiednie. Na podstawie dokonanego przeglądu literatury, za dobrych kandydatów uznano czarną muchę (Hermetia illucens) w kontekście produkcji pasz oraz mącznika młynarka (Tenebrio molitor) – zarówno w odniesieniu do żywności, jak i paszy.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/nawoz-na-bazie-odchodow-owadow

https://agronomist.pl/

Liderka Ewa Korniluk

 

 

 

 

 

Przez całe życie w sercu mam Podlasie – podkreśla Ewa Korniluk, szerzej znana jako… Królewna z drewna. Tradycyjne zdobnictwo z rodzimego regionu, odcisnęło ślady w jej sercu. Niespodziewanie dla samej siebie, stała się cieślą i kultywuje tradycję tworzenia nadokienników. O miłości do architektury drewnianej, dawnej wsi, a także do pracy z drewnem, opowiedziała Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu Z klimatem i z pasją.

Jesteś mocno związana z Podlasiem?

– Z Podlasiem związana jestem od zawsze. Pochodzę ze wschodniej części regionu, z tak zwanej ,,bramy do puszczy”- Hajnówki. Na moich terenach, w okolicznych wsiach, często spotykało się domy w zabudowie szeregowej z okiennicami i licznymi zdobieniami. Mój dziadek był rzemieślnikiem, stolarzem. Wyplatał kosze z wikliny, robił okiennice, grabie, miotły. Wycinał też piłą i cienkim brzeszczotem właśnie nadokienniki. Każde wakacje spędzane u dziadków, naznaczone były więc nieśmiałym podpatrywaniem tej sztuki. W dawnych czasach, wycinanki były przeznaczone do handlu wymiennego. Dziadek często robił je komuś w zamian za coś przydatnego w jego gospodarstwie. Czas dojrzewania, studia i praca zawodowa, na kilkanaście lat uśpiły moją ciekawość w tej materii, aby powrócić ze zdwojoną siłą!

Opowiedz o tym powrocie

– W 2012 roku, przypadł mi w spadku stary domek na wsi. Gdy rozpoczęłam kapitalny remont chaty, okazało się, że ozdoby były tak w fatalnym stanie, że rozpadały się w rękach. Trzy warstwy różnokolorowej farby olejnej, wpływ wieloletnich warunków atmosferycznych, nie pozwolił na ich ponowne umieszczenie. Kilka lat (nie było wtedy tak rozwiniętych informacji w sieci) szukałam cieśli, który zajmuje się ,,vyrezka”, bo tak nazywa się ten fach. Moje objazdy po wsiach nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Nikt nie chciał podjąć się odwzorowania wzorów, twierdząc że to żmudne i mało dochodowe zajęcie. Przez przypadek trafiłam na pana Aleksego ze wsi Wojszki a spotkanie z nim zaowocowało moja dzisiejszą pasją. Pan Aleksy nauczył mnie rzemiosła, pokazał tajemnice tej specjalizacji i zachęcił do działania. Chyba był zdumiony, że kobieta chce to robić, bo cały czas myślał, że zdobywam wiedzę dla znajomego. Pierwsze ,,vyrezki„ były dla znajomych i sąsiadów. Później, odważyłam się bliżej przedstawić moją twórczość na grupie w mediach społecznościowych, zrzeszającej miłośników wsi. I tak ruszyło szaleństwo. Okazało się, że amatorów nadokienników w Polsce jest naprawdę sporo i to nie tylko z Podlasia.

Skąd pozyskujesz wzory nadokienników?

– Wzory pozyskuję najczęściej z literatury (jest jej garstka), zdobywam je ze starych chat, fotografuję i odrysowuję nieznane mi motywy, a nawet przywożą mi je znajomi ze swoich okolic. Według jednej z książek, szacuje się, że na Podlasiu różnych wzorów jest ponad 200. Jest więc w czym wybierać!

Które wzory nadokienników wzbudzają szczególne zainteresowanie?

– Największa popularnością cieszą się motywy ptaków i roślin, kwiatów i delikatne zawijasy. Najmniej mam zamówień motywów indywidualnych, jak wpleciony wiatrak czy motyw głów koni. Ostatnio, przygotowywałam nadokienniki z mewami.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/krolewna-z-drewna-rodem-z-podlasia

https://agronomist.pl/

Wsparcie na tworzenie krótkich łańcuchów dostaw

 

 

 

 

 

 

Grupy operacyjne na rzecz innowacji mogą starać się o wsparcie! Ruszył pierwszy nabór wniosków o wsparcie na tworzenie krótkich łańcuchów dostaw w ramach działania „Współpraca”. Pomoc finansowana jest z budżetu PROW 2014-2020. Dokumenty można składać do 12 maja 2021 roku w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Ideą tworzenia krótkich łańcuchów dostaw jest takie zorganizowanie produkcji, dystrybucji i transakcji, by zminimalizować liczbę pośredników. Skrócenie łańcucha dostaw przekłada się na poprawę jakości produktów – towar szybciej trafia do konsumenta, więc jest świeższy, a także ma niższą cenę, którą musi zapłacić konsument.

O wsparcie finansowe w ramach działania „Współpraca” na inwestycje w tworzenie krótkich łańcuchów dostaw, mogą ubiegać się tzw. grupy operacyjne na rzecz innowacji (EPI), w których skład wchodzi co najmniej 5 rolników – każdy z nich musi spełniać wymagania określone w przepisach o prowadzeniu działalności:

  • w ramach dostaw bezpośrednich lub
  • przy produkcji artykułów pochodzenia zwierzęcego przeznaczonych do sprzedaży bezpośredniej lub
  • w ramach rolniczego handlu detalicznego lub
  • w ramach działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej lub
  • w ramach działalności gospodarczej w zakresie co najmniej jednego z rodzajów działalności określonych w dziale 10 i 11 Polskiej Klasyfikacji Działalności.

Co do zasady, grupy składają się z niewielkiej liczby podmiotów gospodarczych, współpracujących ze sobą na rynkach lokalnych. Podmioty te, działając na danym terenie, będą tworzyć więzi społeczne między producentami, przetwórcami i konsumentami.

Grupa EPI musi posiadać zdolność prawną, a w przypadku gdy jej nie ma, działać na podstawie zawartej w formie pisemnej umowy, np. spółki cywilnej. Ponadto mieć nadany numer identyfikacyjny w krajowym systemie ewidencji producentów, gospodarstw rolnych oraz wniosków o przyznanie płatności.

Wsparcie będzie można otrzymać na utworzenie krótkiego łańcucha dostaw, np. przez metody organizacji produkcji, transportu lub marketingu produktów rolno-spożywczych.

Może być ono przyznane m.in. na:

  • budowę, przebudowę lub remont obiektów lub infrastruktury;
  • zakup lub instalację nowych maszyn lub urządzeń, w tym środków transportu;
  • zakupu lub instalację wyposażenia;
  • odpłatne korzystanie z maszyn, urządzeń, środków transportu, wyposażenia i nieruchomości – w związku z realizacją operacji;
  • zakup środków produkcji.

Koszty w ramach operacji mogą dotyczyć m.in.:

  • budowy, przebudowy lub remontu połączonego z modernizacją obiektów lub infrastruktury,
  • zakupu lub instalacji nowych maszyn lub urządzeń, w tym środków transportu,
  • zakupu lub instalacji wartości niematerialnych i prawnych, w tym koszty zakupu lub instalacji oprogramowania i licencji na oprogramowanie oraz wyników badań naukowych w rozumieniu,
  • kosztów ogólnych,
  • zakupu lub instalacji wyposażenia,
  • zakupu środków produkcji,
  • kosztów bieżących,

– i muszą być uzasadnione zakresem operacji, racjonalne oraz niezbędne do osiągnięcia jej celu, a suma kosztów planowanych do poniesienia w ramach tej operacji, ustalona z uwzględnieniem wartości rynkowej tych kosztów, jest nie niższa niż 70% kwoty, jaką można przyznać na tę operację.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/wsparcie-na-tworzenie-krotkich-lancuchow-dostaw

https://agronomist.pl/

Liderka Marta Kasprzyk

 

 

 

 

 

Dnie spędza z kurami ozdobnymi, a wieczory i noce – w pracowni. Marta Kasprzyk to nietypowa rolniczka z Bystrzanowic, z województwa śląskiego. Prowadzi hodowlę i gospodarstwo, a przy tym tworzy niezwykłe witraże. O łączeniu kilku pasji z dala od miejskiego zgiełku, opowiedziała Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu Z klimatem i z pasją.

Skąd u Pani zamiłowanie do sztuki?

– Już w gimnazjum czułam, że jestem artystyczną duszą. To był rok 1998, gdy zaczęłam przygotowywać się do egzaminów do liceum plastycznego w Częstochowie. Po ich pozytywnym zdaniu, cztery lata spędziłam w szkole – moją specjalizacją była ceramika artystyczna. Liceum skończyłam w 2006 roku, z tytułem plastyk ceramik. A w 2011 roku, ukończyłam studia z jeszcze jednym tytułem – magister sztuki. Zawsze lubiłam pracę twórczą. Jestem niespokojnym duchem i po prostu muszę tworzyć rzeczy, które dają mi radość, a przy okazji powodują uśmiech na twarzach innych ludzi. Prawdopodobnie, zamiłowanie do tworzenia odziedziczyłam po pradziadku, który był niezwykle twórczym człowiekiem. Miedzy innymi tworzył i uprawiał ogród, co wychodziło mu cudownie. Mam więc w genach zmysł artystyczny, zamiłowanie do kolorów, piękna. Nawiązując właśnie do piękna, czyli witraży – z nimi pierwszy raz miałam styczność u znajomych w górach. Pokazali mi jak się je tworzy, a potem sama zaczęłam podejmować próby ich tworzenia. Dużo czytałam i oglądałam materiały poświęcone pracy ze szkłem. Zaczęłam inwestować w sprzęt, który znacznie ułatwia tworzenie. Potem, przyszły projekty, wycinanie, szlifowanie, klejenie, lutowanie… i tak wiele godzin upłynęło na samodoskonaleniu. Jeśli małymi krokami, samodzielnie wchodzi się na wyższy poziom, to na pewno jest większy szacunek do tego, co się robi. Wiem, ile czasu, energii i niestety pieniędzy kosztował mnie każdy etap pracy.

Skąd czerpie Pani inspiracje?

– Inspiracja to przede wszystkim rośliny i zwierzęta – to jest moje życie. Samą inspiracją jest dla mnie moje życie. Wychodzę do ogrodu i widzę kałużę po nocnym deszczu z zatopionymi listkami, poranny przymrozek, to gdzieś przeleci ptasie piórko. Kwiaty, drzewa, ptaki, a nawet dźwięki są inspiracją do działania. Jeżdżę dużo na rowerze i na tych wycieczkach też znajdzie się zawsze coś fajnego, więc przyjeżdżam natchniona, ze sporą dawką zdjęć domu. Trzeba umieć patrzeć i dostrzegać piękne rzeczy, tak myślę… To jest trudne, tym bardziej teraz, kiedy ciągle gdzieś biegniemy i wiele ważnych kwestii nam po prostu ucieka. Ale każdy ma swoje priorytety i wartości, które pielęgnuje. Mnie jest dobrze w moim świecie przyrody, pracy, z bliskimi.

Jak udaje się pogodzić pracę w gospodarstwie z tworzeniem?

– Gospodarstwo ciągle się rozwija. To głównie praca od rana do wieczora, a wieczorami siedzę w pracowni i działam. Przyzwyczaiłam się do tworzenia wieczorem i po nocach. Od rana robię obchód w kurnikach i podaję ptaszkom jedzenie i picie. Wiosną, latem i jesienią, dochodzi praca z roślinami. Chwila wytchnienia jest zimą, kiedy ogród odpoczywa. Poza tym, spacery z psami. Mam dwójkę zdobycznych emerytów i każdy funkcjonuje osobno. Udało mi się wpaść w taki tryb, że na wszystko jest czas. Czasami, do pomocy mam siostrę i mamę. Aktualnie, trzy dni pracuję zdalnie w domu, a dwa jadę do szkoły, do dzieci – bo jestem również nauczycielem – wtedy do zwierząt zagląda mama. Zanim zrobię witraż lub mozaikę, muszę pomyśleć i zastanowić się – co i jak ma wyglądać. To zajmuje sporo czasu. Bywa, że schodzę do pracowni i kilka godzin siedzę, szkicuję i patrzę… Wpatruję się w dwa kawałki szkła i długo myślę, a potem wychodzę i znowu wracam – proces twórczy bywa bolesny. To nie jest tak, że siadam, wycinam, to pokleję, tam zlutuję i jest! Jestem wymagająca w stosunku do siebie i najpierw moja praca ma być dobra dla mnie (technicznie i wizualnie). Przecież chodzi o to, żeby mieć radość z tego, co się robi, a jeśli robi się to dobrze, to jeszcze większe szczęście! Moje witraże zdobią domy, spa, restauracje.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/magister-sztuki-z-hodowla-kur

https://agronomist.pl/

Polska rolniczka w finale Rural Inspiration Awards 2021

 

 

 

 

 

 

Anielskie Ogrody – edukacyjne ekologiczne gospodarstwo rolne z pięknym przydomowym ogrodem prowadzone przez Kamilę i Bogdana Kasperskich w województwie lubuskim, jako jedyny polski projekt, znalazło się w finale międzynarodowego konkursu Rural Inspiration Awards 2021 – „Nasza wiejska przyszłość”. Teraz można oddać bezpłatny głos, by otrzymali dodatkową nagrodę “Popular Award”. Jak to zrobić? Spójrzcie poniżej!

Konkurs „Nasza wiejska przyszłość” organizowany jest przez ENRD – Europejską Sieć na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. Odbywa się pod patronatem Komisji Europejskiej. Jego celem jest wyróżnienie lokalnych inicjatyw, które promują długoterminową wizję dla obszarów wiejskich. Spośród 125 zgłoszeń z całej Europy, komisja ekspertów wybrała do finału 20 najlepszych. Anielskie Ogrody to jedyny polski projekt, który znalazł się wśród finalistów. Nominowany został w kategorii “Zielona przyszłość”.

Anielskie Ogrody mają wizję. Kamila i Bogdan Kasperscy z Budachowa w ciągu kilku lat stworzyli edukacyjne ekologiczne gospodarstwo rolne z pięknym przydomowym ogrodem.

Ogród dostarcza przez cały rok ekologicznych warzyw, owoców, ziół, kwiatów w ilości potrzebnej dla czteroosobowej rodziny, a nadwyżki są sprzedawane klientom gospodarstwa w postaci koszyka od rolnika. Ekologia realizowana jest u nas w oparciu o bioróżnorodności i elementy permakultury. Specjalizujemy się w uprawie warzyw na słabej ziemi. Pokazujemy, co można zrobić, aby ogród stał się kuchnią, spiżarnią, apteką, kwiaciarnią i drogerią – opowiada Kamila Kasperska.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/polska-rolniczka-w-finale-rural-inspiration-awards-2021

https://agronomist.pl/

Liderka Iwona Rybicka

 

 

 

 

 

Można powiedzieć, że wskazuje innym właściwą drogę, by dotarli do celu. Prawie 15 lat temu stworzyła w Paprotach – niewielkiej wsi w województwie zachodniopomorskim, wioskę labiryntów, a także stowarzyszenie działające na rzecz rozwoju wsi. Przy okazji, zdobyła tytuł Przebojowej Business Woman. Okazało się, że stworzona przez nią atrakcja turystyczna jest strzałem w dziesiątkę, który przyciąga turystów niczym magnes. W końcu – kto nie marzy, by na chwilę się zagubić, by potem szczęśliwie się odnaleźć?

Iwona Rybicka wraz z mężem prowadzili kiedyś gospodarstwo rolne z pięknymi szachulcowymi zabudowaniami charakterystycznymi dla tego miejsca, które było nastawione na produkcję roślinno-zwierzęcą. W pewnym momencie jednak, postanowili poszukać innych źródeł dochodu, bo sytuacja w rolnictwie była niepewna. Produkcja przestała przynosić takie zyski, jakich oczekiwali. Najpierw pomyśleli, by stworzyć agroturystykę. Stwierdzili jednak wtedy, że sam obiekt z opcją wyżywienia, to zbyt mało, by przyciągnąć turystów do ich wsi. Zaangażowali się w partnerstwo na rzecz tworzenia sieci wiosek tematycznych. Postanowili założyć gospodarstwo z labiryntami. Pierwsze labirynty z wierzby energetycznej, na wzór labiryntów celtyckich, które zostały posadzone w 2007 roku, znajdują się 800 metrów od gospodarstwa, w pradolinie rzeki Grabowej. Na terenie gospodarstwa przestrzeń również jest przeznaczona do gry terenowej. Labirynty są z wierzby energetycznej – to roślina, która szybko rośnie – w okresie wiosenno-letnim, potrafi urosnąć nawet do 4 metrów wysokości. Wymagają one sporo pracy – trzeba je ścinać, wykaszać.

Uwierzyliśmy, że taka innowacja turystyczna jak wioski tematyczne może przynieść sukces wsi, w tym także nam – naszemu gospodarstwu, choć było to postawienie wszystkiego na głowie. Zrezygnowaliśmy z produkcji zwierzęcej i postawiliśmy na turystykę. Nasze gospodarstwo przystąpiło do sieci zagród edukacyjnych. Zawsze z mężem byliśmy pozytywnie nastawieni do nowych wyzwań. Postawiliśmy na agroturystykę. Na naszych polach pojawiły się labirynty. Rozwijaliśmy to wszystko z mężem i synem. Krok po kroku rozwijaliśmy się. Kosztowało nas to sporo pracy i wysiłku. Przeorganizowaliśmy właściwie wszystko. Ze względu na bezpieczeństwo turystów, szczególnie tych najmłodszych, musiał zostać przeniesiony park maszynowy. Wyremontowaliśmy budynki gospodarcze, przygotowaliśmy wszystko do warsztatów z wikliny czy torfu. Pojawiły się ławy, stoły, sanitariaty. Budynki i otoczenie piękniało stopniowo. W międzyczasie, wzięłam udział w półrocznym projekcie Instytutu Analiz i Prognoz Gospodarczych w Szczecinie. Napisałam dzięki temu projekt na własny biznes pt. „Agroturystyka w Krainie Labiryntów i Torfu”, a potem otrzymałam na niego dofinansowanie. Zdobyła wtedy również certyfikat Przebojowej Businnes Woman. Teraz kontynuuję prowadzenie wszystkiego bez męża, bo nagle zmarł, nasze wspólne dzieło jednak pozostało – opowiada Iwona Rybicka.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/przebojowa-business-woman-z-paprot

https://agronomist.pl/

Smart farming – uprawa hydroponiczna

 

 

 

 

 

Na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie, powstała modułowa uprawa hydroponiczna. Proekologiczna, ale także niezwykle ekonomiczna uprawa w kontenerze jest już możliwa! Co to oznacza? Świeże warzywa nie tylko latem, ale każdego dnia przez cały rok, a także możliwość uprawy w każdym klimacie i w przestrzeniach od 2 do 2000 metrów kwadratowych.

Mieszcząca się w 12 metrowym kontenerze morskim uprawa niskich warzyw liściastych i ziół może być prowadzona w prawie każdym miejscu na Ziemi, przez cały rok, zużywając przy tym mniej wody w porównaniu do tradycyjnego szklarniowego lub gruntowego systemu uprawy. W uprawie hydroponicznej, wodę dostarczamy bezpośrednio do korzeni. Obieg zamknięty zapewnia wyższą efektywność i znaczącą oszczędność wody.

Twórcami kontenera z modułową uprawą hydroponiczną są dr hab. inż. Tomasz Zaleski, dr hab. inż. Jarosław Knaga i dr inż. Anna Kołton.

Kontener uprawowy został zbudowany na bazie morskiego kontenera chłodniczego z automatyczną kontrolą temperatury atmosfery, dzięki czemu jest przystosowany do uprawy w niemal każdych warunkach klimatycznych, a jedynym ograniczeniem jest dostęp do energii elektrycznej i wody – mówi dr hab. inż. Tomasz Zaleski, prof. UR.

Naukowcy wskazują, że kontener uprawowy umożliwia kontrolę atmosfery i doświetlanie rośliny. Długość fal światła oraz parametry uprawy dobierane są w taki sposób, by wzrastała i odpoczywała w odpowiednich porach. Zużywamy wtedy 75% mniej nawozów w porównaniu do tradycyjnego rolnictwa. Lampy LED w modułowej uprawie hydroponicznej – jedyne źródło światła, o odpowiednio dobranym promieniowaniu, decydują o wielkości i jakości plonów oraz tempie wzrostu rośliny.

To pierwszy w Polsce kontener uprawowy zbudowany we współpracy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie i firmy Hydropolis, wsparty finansowo w programie „Bon na Innowacje”. To bardzo innowacyjny projekt, który powstał dzięki połączeniu pasji, wiedzy, kreatywności i doświadczenia naukowców z zakresu rolnictwa, ogrodnictwa i inżynierii mechanicznej i stanowi spełnienie wizji i pozytywnej ambicji inwestora – mówi dr hab. inż. Tomasz Zaleski, prof. UR, kierownik Katedry Gleboznawstwa i Agrofizyki oraz prodziekan Wydziału Rolniczo-Ekonomicznego.

Kontener uprawowy pozwala na rezygnację z pestycydów i herbicydów. Rośliny mają składniki, których potrzebują, dostarczane z wodą do korzeni i z atmosfery do liści.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/smart-farming-uprawa-hydroponiczna

https://agronomist.pl/

Liderka Beata Jarmołowska

 

 

 

 

Natura inspiruje! – dowodem na to może być polska projektantka mody Beata Jarmołowska. Tworzy na wsi z ekologicznym przesłaniem, żyje w rytmie slow i dba o to, by nic w jej pracowni się nie zmarnowało. Zero waste w sztuce jest możliwe!

Beata Jarmołowska, to absolwentka Instytutu Wychowania Artystycznego w Częstochowie, członkini International Feltmakers Association. Ma w swoim dorobku kilkadziesiąt autorskich kolekcji, które były prezentowane w europejskich metropoliach m.in. w Madrycie, w Berlinie, Wiedniu, ale również w Irkucku. To laureatka wielu prestiżowych nagród m.in. nagrody za całokształt twórczości, którą odebrała podczas festiwalu „Sztuka i Moda” we Wrocławiu. Prace artystki prezentowane były na łamach pism: „Twój styl”, „Elle”, „Cosmopolitan” czy „Wysokie Obcasy”. Jedna z kolekcji Jarmołowskiej, zatytułowana: „A to życie jak sen”, została zaprezentowana w ramach Alei Projektantów w trakcie Poland Fashion Week, w pierwszej edycji. Dziennikarze zachodnich magazynów mody, określili tę kolekcję jako „intelektualny romantyzm”. W czasie drugiej edycji imprezy w Alei Projektantów, Beata Jarmołowska pokazała kolekcję pt.: „Gdy blondynka szła do wojska”, wykonaną z unikatowych, ręcznie wykonanych i dekorowanych tkanin z użyciem jedwabiu naturalnego, filcu i druku eksperymentalnego. Artystka tworzy we wsi Zwola na Mazowszu. W tej miejscowości się wychowała i po latach, stworzyła tu swój dom i pracownię. Jej miejsce na ziemi jest pełne barw i artyzmu. Projektantka stosuje stare i nowe techniki rękodzielnicze. To właśnie na niewielkiej wsi, powstają dzieła, które są sprzedawane miedzy innymi we Francji.

Jedną z technik, z jakich korzystam, jest eco-printing, czyli roślinny druk kontaktowy zwany w mojej pracowni „liściodrukiem”. Uatrakcyjniam nim odzież z naturalnych tkanin. Zasoby natury mogą zmienić ubrania w naszej szafie. Oczywiście, by powstał każdy eco-print, czeka nas wiele etapów artystycznej pracy. Uwielbiam farbować w naturalny sposób. Odbijam na tkaninach – bawełnie czy jedwabiu, przeróżne liście i kwiaty z naszego ogrodu. To jest zawsze niespodzianka, co wyjdzie. Efekt zależny jest od wielu czynników. Tego może spróbować właściwie każdy z nas – opowiada Beata Jarmołowska.

Projektantka chętnie zdradza tajniki twórczej pracy. Między innymi o barwnikach. Natura daje w tym przypadku nieograniczone możliwości.

Zawsze bardzo ważny dla mnie – jako projektanta, był materiał, na jakim pracowałam, to on jest dla mnie jest podstawą. Uwielbiam farbowanie w zgodzie z naturą. Czasami nawet myślę o odpowiednich nasadzeniach do ogrodu, by potem mieć dane liście czy płatki kwiatów do wykorzystania. Pięknie potem wyglądają odciśnięte na tkaninach. Liście dębu, olchy, kasztanowca. Natura tworzy najpiękniejsze rzeczy! Piękny obraz może dać nawet rdza, Wiele barwników z kolei znajduję na polach. Nawet nie zdajecie sobie pewnie państwo sprawy, jak cudowne kolory dają polskie rośliny. Chociażby pospolita cebula – te odcienie -pomarańczowy, czerwony, są niesamowite! – dodaje artystka.

Projektantka zachęca do kreatywnego tworzenia innych, między innymi poprzez internetowe szkolenia kreatywnego tworzenia.

Jeśli twórczo podejdziemy do sprawy, możemy przykładowo przerobić swoje ubrania, które nam się znudziły czy już nieco wyszły z mody. Koszty zmian będą niewielkie. Można wyjść na pole czy do ogrodu, a potem zacząć tworzyć na przykład w kuchni. Warto myśleć o tym, by dawać rzeczom drugie czy trzecie nawet życie. Nie marnujmy ubrań. Pamiętajmy ile choćby litrów wody potrzebne jest do wyprodukowania jednej koszulki. Zero waste powinno nam przyświecać nie tylko gdy zaglądamy do lodówki, ale także do szaf – mówi ekologiczna propagatorka z modowej branży.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/moda-na-wies-i-na-wsi

https://agronomist.pl/

Liderka Agnieszka Wilkoszewska

 

 

 

 

 

Porzuciła pracę urzędniczki i została… serowarką. Wytwarzane przez nią rzemieślnicze sery mają rzesze amatorów. Agnieszka Wilkoszewska jest dowodem na to, że nigdy nie jest za późno na odnalezienie przeznaczenia. A na nią, jak się okazuje, czekało na podwarszawskiej wsi.

Gdy odwiedza się serowarnię Agnieszki Wilkoszewskiej w Zwoli Poduchownej, w dolinie rzeki Wilga – na pograniczu Mazowsza i Lubelszczyzny, trudno uwierzyć, że kiedyś robiła zupełnie co innego i to w mieście. Zna się na serach, choć jak podkreśla – jeszcze ciągle się uczy. Odwiedza serowarnie w Polsce i poza granicami kraju, szkoli się i tworzy. Prowadzi gospodarstwo i współpracuje z lokalnymi rolnikami. Ceni tradycyjne wyroby i ich jakość. Jej sery są naturalne i mają wyjątkowy smak. To właśnie za nim podążają klienci.

Oczywiście, pierwsze sery powstawały metodą prób i błędów. Sporo wysiłku kosztowało mnie, by uzyskać jakość i powtarzalność produktu. Tworzę sery świeże i dojrzewające, z mleka krowiego i koziego, na bazie surowca od lokalnych dostawców. Proponujemy sery do codziennych posiłków, nieco delikatniejsze, a także nieco ostrzejsze, jak to mówię – z charakterem, na przykład na deskę serów do kolacji. Każdy ser ma inną recepturę. Mleko poddaję obróbce w kotle, by powstało ziarno serowarskie, z którego formuję sery. Solę je i działam z nimi dalej w zależności od procesu dojrzewania, jakiemu mają być poddane. Oczywiście ważna jest wiedza, zdobyte doświadczenie, ale także wkładane w to wszystko serce – mówi Agnieszka.

Pierwsze sukcesy nie tylko nie pozwoliły Agnieszce spocząć na laurach, ale zachęciły ją do doskonalenia produktu i przede wszystkim starań o prawdziwą pracownię serowarską. Jak zaczęła się jej serowarska przygoda?

Wiele lat temu kupiliśmy wraz z mężem ziemię w Zwoli Poduchownej, postanowiliśmy prowadzić tu agroturystykę. Najpierw dzieliliśmy życie między Warszawę i wieś, a potem tereny wiejskie coraz bardziej nas wciągały. W międzyczasie okazało się, że nasi goście często pytali o zdrowe, swojskie produkty. W głowie zaczęła mi więc kiełkować myśl o wytwarzaniu serów, także na własne potrzeby. Najpierw tworzyłam dla nas, a potem poszerzyłam swoją działalność. Okazało się, że sery cieszą się powodzeniem. Sprzedajemy je bezpośrednio, przez stronę internetową, a także podczas różnych imprez, w niektórych sklepach w Garwolinie, w Warszawie, w Żelechowie. Współpracujemy również z restauracjami i hotelami. Muszę przyznać, że największym zainteresowaniem cieszą się sery o nazwie Kalabonki – nawiązującej do lokalnej nazwy naszego miejsca na ziemi. Są delikatne, kremowe i w różnych wariantach – z ziołami śródziemnomorskimi, z czosnkiem, pomidorem, bazylią. Mamy także sery dojrzewające, jak Ser Hrabiego czy Czarny Hrabia – opowiada serowarka.

Pandemia spowodowała, że Agnieszka wraz z rodziną przeprowadziła się już na dobre na wieś. Teraz pozostaje jej tylko tworzyć nowe smaki serów.

W planach mamy wprowadzenie serów pleśniowych, a także więcej serów dojrzewających. Jesteśmy serową alternatywą dla oferty wielkich sieci spożywczych, dla produkcji masowej. Tworzenie daje mi wiele radości. Każdy etap produkcji jest ważny. Najważniejszy jest jednak surowiec, od którego wszystko się zaczyna. U nas mleko krowie pochodzi od krów rasy jersey – dodaje.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/agnieszka-i-jej-rzemieslnicze-sery

https://agronomist.pl/