Małgorzata Solis – zrównoważona sadowniczka

Czy innowacje mogą oznaczać powrót do korzeni? Małgorzata Solis udowadnia, że tak! Zdobyła tytuł najbardziej innowacyjnej rolniczki w kraju, ale jej największym osiągnięciem jest harmonia z naturą. W swoim ekologicznym gospodarstwie na Lubelszczyźnie, razem z mężem uprawia owoce, tłoczy soki i pokazuje, że ogrodnictwo może być zrównoważone, a jednocześnie opłacalne. W rozmowie z Marią Sikorską opowiada o tym, jak dbałość o środowisko przekształciła jej sad, dlaczego owady stały się jej sprzymierzeńcami i skąd wziął się pomysł na zagrodę edukacyjną.

📺 Nie przegap tej inspirującej historii! Zapraszamy do lektury: 

https://agronomist.pl/artykuly/malgorzata-solis-zrownowazona-ogrodniczka-i-innowatorka

#EkologiczneGospodarstwo #ZrównoważoneRolnictwo #SlowLife #SiłaKobiet #LokalneProdukty #Agroturystyka #ZKlimatemIZPasją #ŻycieNaWsi #OwoceZNatury #EkoUprawy #MałgorzataSolis #agronomist #agronaobcasach #StowarzyszenieLiderkiInnowacji

Małgorzata Wasiuk – z akademickiej katedry do gospodarstwa

Zamiast naukowych publikacji – ekologiczne mleko i sery. Zamiast sali wykładowej – pastwiska i warzywnik. Dla wsi porzuciła akademicką karierę i niespodziewanie dla samej siebie, odnalazła swoje powołanie w rolnictwie. Małgorzata Wasiuk prowadzi ekologiczne gospodarstwo „Trzy Kozy”, które zdobyło tytuł najlepszego z ekocertyfikatem na Podlasiu! Jej historia to dowód na to, że powrót do korzeni może stać się drogą do spełnienia.

W rozmowie z Marią Sikorską zdradza:
✅ Jak jedna koza zmieniła jej życie i stała się początkiem całego gospodarstwa
✅ Dlaczego ekologiczna produkcja i permakultura to przyszłość rolnictwa
✅ Jakie innowacje wdraża, by jej gospodarstwo było samowystarczalne
✅ Jak wygląda życie w rytmie natury – i dlaczego nie zamieniłaby go na nic innego!

📢 Przeczytaj inspirującą historię o pasji, determinacji i miłości do ziemi!

https://agronomist.pl/artykuly/z-akademickiej-katedry-do-gospodarstwa-malgorzata-wasiuk-bcc5e

#EkologiczneRolnictwo #PowrótDoKorzeni #ŻycieNaWsi #ZrównoważonaProdukcja #RolnictwoRegeneratywne #TrzyKozy #InnowacjeWRolnictwie #ZdrowaŻywność #MałgorzataWasiuk #ZKlimatemIZPasją #StowarzyszenieLiderkiInnowacji

Anna Litwin: Rolniczka, która podbija rynek superowoców

Czy można porzucić korporację, postawić wszystko na jedną kartę i odnieść sukces jako rolniczka? Anna Litwin udowadnia, że TAK!  Choć przez lata pracowała w biznesie międzynarodowym, to właśnie natura stała się jej prawdziwym powołaniem. Zajęła się uprawą jagody kamczackiej, wierząc w jej niezwykłe właściwości zdrowotne. Dziś prowadzi markę Blue Haskap, przetwarza owoce na soki, syropy i konfitury, organizuje warsztaty kiszonkowe i z dumą mówi o sobie ROLNICZKA. W rozmowie z Marią Sikorską opowiada o wyzwaniach, jakie przyniosło jej życie na wsi, dlaczego porzuciła dobrze płatną pracę, jak walczyła o rozpoznawalność jagody kamczackiej i skąd bierze niespożytą energię do działania.

📺 Poznaj historię kobiety, która łączy tradycję z nowoczesnością!

https://agronomist.pl/artykuly/anna-litwin-jestem-dumna-z-bycia-rolniczka

#DumnaRolniczka #SuperOwoce #JagodaKamczacka #PolskaWieś #LokalneProdukty #SlowLife #ZKlimatemIZPasją #EkologiczneGospodarstwo #SiłaKobiet #NaturalnePrzetwory #agronaobcasach #agronomist #StowarzyszenieLiderkiInnowacji #LiderkiInnowacji

 

 

https://agronomist.pl/artykuly/anna-litwin-jestem-dumna-z-bycia-rolniczka

Magdalena Kapłan – innowatorka opleciona winoroślą

Od sadownictwa do winiarstwa – historia pasji, która odmieniła Sandomierszczyznę! Czy można stworzyć pierwszą profesjonalną winnicę w regionie, w którym tradycyjnie królują sady? Magdalena Kapłan udowodniła, że tak! 

Choć pochodzi z rodziny sadowników, wybrała własną drogę. Dzięki połączeniu naukowej wiedzy i praktyki stworzyła Winnicę Nobilis – pionierskie gospodarstwo na Sandomierszczyźnie, które zdobywa nagrody i wyznacza nowe standardy w polskim winiarstwie. W rozmowie z Marią Sikorską opowiada o tym, jak jej życie splotło się z winoroślą, dlaczego produkcja wina wymaga pokory i jak wdraża innowacje, które zmieniają oblicze uprawy winorośli w Polsce.

Nie przegap tej inspirującej historii! Link do wywiadu:

https://agronomist.pl/artykuly/magdalena-kaplan-innowatorka-opleciona-winorosla

#PolskieWiniarstwo #WinnicaNobilis #SandomierskieWino #SiłaKobiet #PasjaINatura #ZKlimatemIZPasją #ŻycieNaWsi #WinoZRodowodem #Winiarstwo #LokalneProdukty #StowarzyszenieLiderkiInnowacji #LiderkiInnowacji #agronomist #agronaobcasach #MagdalenaKapłan

Anna Kuśmierczak – Liderka z tytułem Rybaka Roku!

Zaczęła karierę w branży kosmetycznej, ale los miał dla niej inny plan… Woda wezwała ją z powrotem! Anna Kuśmierczak-Kuceł wychowała się w gospodarstwie rybackim na Roztoczu, ale marzyła o życiu w wielkim świecie. Odniosła sukces w branży kosmetycznej, jednak w sercu wciąż słyszała głos stawów, w których dorastała. Wróciła. Dziś prowadzi najlepsze gospodarstwo rybackie w kraju, zdobywa nagrody i ma misję – odczarować karpia i sprawić, by Polacy jedli go nie tylko od święta! Aniu! Serdeczne gratulacje – kolejna wspaniała nagroda i osiągnięcia!

Opowiedziała Marii Sikorskiej o życiu wśród stawów, pracy w woderach i o tym, jak udało jej się zmienić rodzinne gospodarstwo w miejsce znane w całej Polsce.

📺 Nie przegap tej inspirującej historii!

Link do wywiadu:

https://agronomist.pl/artykuly/ania-hodowczyni-karpia-z-pasja-i-misja

#Rybactwo #Karp #SielskieKlimaty #ŻycieNaWsi #LokalneProdukty #ZKlimatemizPasją #KobietyZRybactwa #PasjaINatura #ryby #agronomist #agronaobcasach #liderkinnowacji #stowarzyszenieliderkiInnowacji

Liderka Agnieszka Zamojska

Już nie tylko oscypek, rogal marciński czy obwarzanek. Dawny i kultowy napój żniwiarzy, czyli Podpiwek kujawski, został jednym z 43 polskich produktów chronionych geograficznie przez Unię Europejską. Gazowany, bezalkoholowy napój z województwa kujawsko-pomorskiego jest już prawnie chroniony na terytorium Wspólnoty. Historia jego wytwarzania sięga 1816 roku, kiedy to na Kujawach powstała pierwsza fabryka cykorii. Współczesnym czasom przywróciła go pasjonatka regionalnych smaków – Agnieszka Zamojska.

We wspomnieniach mieszkańców Kujaw, podpiwek jest wprost legendarnym napojem żniwiarzy. Gazowanym, ciemnobrązowym, fermentowanym, słodzonym i bezalkoholowym. Jego głównymi składnikami są: prażone ziarna jęczmienia, chmiel aromatyczny i zmielony korzeń cykorii kupowany w podinowrocławskich Wierzchosławicach. Wyciągnięty latem z chłodnych piwnic, doskonale gasił pragnienie i pozwalał zregenerować siły. Napój zanoszony był żniwiarzom w szczelnie zamkniętych kanach lub butelkach zamykanych na zamknięcie pałąkowe. Mieszkańcy tego regionu, wypracowali sobie nawet szeroki wachlarz sposobów przechowywania podpiwka kujawskiego np. w chłodnych pomieszczeniach piwnicznych, ziemiankach przydomowych, lodowniach, studniach czy wykopanych w ziemi dołach.

Historia podpiwka kujawskiego, jest związana z braćmi Bohm, którzy swoja pierwszą fabrykę cykorii, wybudowali we Włocławku. Najpierw importowali produkt z zagranicy. Jednak, pod koniec XIX wieku, gdy na Kujawach uprawa cykorii stała się popularna, rodzeństwo suszyło cykorię m.in. w Brześciu Kujawskim. Z kujawskiej cykorii produkowano najpierw kawę, a dopiero potem ruszyła produkcja podpiwka w proszku – do samodzielnego przygotowania. Ferdynand Bohm tak opisywał ówczesne wydarzenia: „Jest rok Pański 1816, zima. Ze wzruszeniem sięgam po pióro, by najważniejsze chyba w życiu słowa nakreślić: oto po roku starań wraz z bratem, własną fabrykę otwarliśmy. Kawę z cykorii umyśliliśmy produkować, jako że zdrowa jest i tania. O jakość najwyższą zatem w pierwszej kolejności zabiegać będziemy. Wszak nazwiskiem własnym nie można podłego towaru firmować.”

Podpiwek kujawski nie zmienił się przez lata. Można kupić wersję instant. Dostępny jest również w butelkach. Jego smak i recepturę doceniały pokolenia. Teraz, trunek zyskał również sławę w Europie. Komisja Europejska uznała produkt jako regionalny i przyznała mu znak Chronione Oznaczenie Geograficzne. To pierwszy produkt w kujawsko-pomorskim ze znakiem unijnym ChOG, a także pierwszy produkt w Unii Europejskiej zarejestrowany w dwóch formach (produkt gotowy i do przygotowania – z paczki). Nie pozwalała o tym produkcie zapomnieć Agnieszka Zamojska.

Moja rodzina pochodzi z Włocławka. Moja prababcia robiła w domu Podpiwek kujawski z paczki. Mam nawet związane z tym wspomnienia. Pamiętam, że w pewien upalny, słoneczny dzień, postawiła butelki ze świeżym podpiwkiem na parapecie (w końcu na paczce podpiwka było wyraźnie napisane – pierwszy dzień trzymać butelki w ciepłym miejscu). Zakończyło się to wielką eksplozją…Wielu mieszkańców naszego regionu miało podobne przygody z tym napojem, bo potrafił czasami narozrabiać. Dla wielu z nas, to były pierwsze doświadczenia z żywym napojem fermentowanym. Postanowiłam spisać jego historię i nieco ujarzmić jego temperament, dopisując technologię produkcji. Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że historia głównego składnika podpiwka kujawskiego, zaczęła się w mojej rodzinnej Bydgoszczy. W przypadku Podpiwka kujawskiego, historia zatoczyła koło i połączyła w tym produkcie dwa ważne dla mnie miasta. Podpiwek kujawski postanowiłam zarejestrować w dwóch formach, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że nie każdy potrafi poradzić sobie z domową produkcją tego napoju. Poza tym, w dzisiejszych czasach, każdy jest zabiegany i sięga po gotowe napoje. Dodatkowo, ktoś musiał w końcu dopisać zakończenie do przepisu na Podpiwek kujawski z paczki, aby nie dochodziło już do niekontrolowanych eksplozji butelek. Droga Podpiwka do europejskiego opatentowania była niełatwa. Długo zbierałam historyczne materiały, wiele godzin przesiedziałam w Archiwum Państwowym, a przede wszystkim kilkanaście lat zajmowałam się promocją napoju, aby na nowo odświeżyć o nim pamięć mieszkańcom Kujaw i Pomorza oraz Polski. Moje działania nie były tylko zarobkowe, ponieważ wiele rzeczy robiłam społecznie, po prostu z pasji – opowiada Agnieszka Zamojska.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/articles/podpiwek-kujawski-polski-i-europejski

https://agronomist.pl/

Liderka Jola Hytkowska

 

 

 

 

 

Drewniane zabudowania z XIX wieku, urokliwe uliczki, piękny rynek, a nad nim góra ze szlakami – m.in. Aleją Cichych Szeptów i Aleją Zakochanych. Lanckorona od lat przyciąga turystów jak magnes. Powstała za panowania króla Kazimierza Wielkiego w XIV wieku i znajduje się na pograniczu Pogórza Wielickiego i Beskidu Makowskiego. Prawa miejskie nabyła dość wcześnie, bo w roku 1366, ale utraciła je w 1934 i do dziś ma wyłącznie status wsi. Ze względu na niepowtarzalny klimat i magię, nazywana jest jednak „Miastem Aniołów”. A 6 grudnia obchodzimy Dzień Aniołów. W Lanckoronie, czyli prawdziwej oazie spokoju, jest ich mnóstwo.

Przez ostatnich siedemnaście lat, w połowie grudnia, w Lanckoronie co roku odbywał się Festiwal „Anioł w Miasteczku” – jarmark, wystawy, warsztaty, konkursy, koncert, a przede wszystkim wielkie liczenie aniołów, czyli postaci przebranych za anioły. W tym roku, z racji COVID -19, wielkie liczenie odbędzie się symbolicznie – przez Internet. Jedno się nie zmieniło – wieś pozostaje miejscem dobrej energii. Ci, którzy tu się urodzili, rzadko je opuszczają. Jest za to wiele osób, które przyjeżdżając tu, zakochują się w nim natychmiast. Tak było w przypadku Joli Hytkowskiej, która dla Lanckorony porzuciła Kraków i prowadzi edukacyjną zagrodę Ławeczki.

Jak to się stało, że zamieszkałaś w Lanckoronie?

– Pewnego kwietniowego dnia w 2010 roku, gdy przyjechałam tu przypadkiem po raz pierwszy, zobaczyłam na rynku kobietę ciągnącą chrust. Tak mnie to urzekło, że.. poszukałam tu pokoju do wynajęcia. To był absolutny strzał w dziesiątkę. Miałam swoje miejsce – szafę z ubraniami, półkę z książkami, stół, przy którym mogłam pracować, kawałek ogrodu. I spokój. Mogłam tu wpadać na weekend albo w tygodniu – zawsze, kiedy tego potrzebowałam. Spacerowałam, jeździłam na rowerze, fotografowałam. Ale też zaczęłam poznawać ludzi i z nimi rozmawiać. Po bardzo krótkim czasie, zaproponowano mi prowadzenie niedzielnych zajęć w nowo otwartej, stylowej kawiarni. Program zajęć na sezon wiosenno – letni powstał w zaciszu mojego pokoiku, w jeden wieczór – po to, by wciągnąć mnie na dobre we współpracę – na prawie półtora roku. Zajęcia cieszyły się takim powodzeniem, że potem, kojarzona z dziećmi, zaczęłam prowadzić także różne zabawy, animacje i warsztaty podczas lanckorońskich imprez. W międzyczasie, upomniał się o mnie „towarzyski” Kraków i kolejne dwa lata upłynęły w atmosferze zabawy, wędrówek po okolicy, muzycznych spotkań i koncertów. Jednocześnie, chłonęłam atmosferę Lanckorony. W międzyczasie, zmieniłam miejsce zamieszkania na kolejny pensjonat – absolutnie magiczne miejsce z tajemniczym ogrodem, które zawsze i wszystkim będę polecać. W moim życiu pojawiały się kolejne ważne osoby, niektóre znikały, paradoksalnie pozostawiając mi po sobie nowe zapasy sił do działania. Pojawiła się też Meli Melo – wielorasowa sunia z Tęczowej Góry, mój pies do aktywności. Wiosną 2012 roku, byłam już pewna, że to jest miejsce dla mnie. Zaczęłam rozglądać się za domkiem do remontu albo kawałkiem ziemi, mając już w głowie pomysł na zagrodę edukacyjna – w sensie miejsca, które ma być moim domem i miejscem otwartym dla ludzi.

Co Ciebie urzekło w Lanckoronie?

– Przez wiele lat, jeżdżąc drogą nr 52, mijałam zieloną tablicę kierunkową „Lanckorona 3.5 km”. Kusiło, ale nigdy nie miałam czasu, żeby skręcić. Gdy pojawiła się pierwsza okazja – umówienia się z kimś na kawę w tzw. połowie drogi, moje myśli od razu przybiegły tutaj. I pojechałam. Jak wspomniałam, na rynku zobaczyłam kobietę z chrustem – to był taki czas w moim życiu, gdy ciągnęłam w wielkim mieście dwa etaty i kilka zleceń, a tutaj – kobieta, chrust i spokój. I ludzie, którzy w samo południe zaczęli otwierać szeroko drzwi, by wpuścić do domów wiosenne słońce. To mnie oczarowało.

Jak mieszkanie w Lanckoronie zmieniło Twoje życie?

– Zawsze marzyłam o „domku do remontu na wsi” i żeby sobie dłubać i skubać, ale od marzeń do realizacji najczęściej jest daleko. Tu decyzja zapadła szybko – szukałam rok, ale jak zobaczyłam przyszłe Ławeczki, wiedziałam, że to jest „to” miejsce. Zmieniło się wszystko – od trybu życia, poprzez weryfikację życiowych potrzeb, aż po zmianę priorytetów. Okazało się, że tu naprawdę realizuję marzenia – remontuję dom i jak sobie coś zrobię krzywo, to jest to „moje” krzywo, zakładam ogród, jaki miała babcia, uprawiam ogród permakulturowy – mam warzywa, które jemy, organizuję wydarzenia, które przyciągają ludzi – to magia w czystej postaci. Mam przyrodę na wyciągnięcie ręki, mam zwierzęta – teraz dwa psy i trzy koty, hasła „retencja wody”, „upcycling”, „no waste” są tu faktem, a nie cytatami z publikacji. Najpiękniejsze jest też to, że poznaję tu ludzi, którzy myślą i czują podobnie. Tu czuję, że naprawdę żyję – a od kilku miesięcy „żyjemy” już we dwójkę. I jestem szczęśliwa. Anioły nad wszystkim czuwają. Dobrzy ludzie, dobra energia.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/anielska-wies-lanckorona

https://agronomist.pl/

Rolniczki motorem innowacji

Rolnictwo to nie tylko ich zawód, ale także pasja. Co czwarta rolniczka w Polsce prowadzi gospodarstwo o powierzchni większej niż 100 hektarów. Wzrasta również udział kobiet zarządzających biznesem rolnym – w szczególności w Wielkopolsce, na Mazowszu oraz na Kujawach i Pomorzu. Zaangażowanie pań w sektorze rolniczym owocuje nowym spojrzeniem na agrobiznes, a przez to innowacyjnymi projektami oraz przedsięwzięciami, które okazują się kluczowe dla dynamicznego rozwoju krajowego rolnictwa, a także społeczności wiejskich. Bo polska rolniczka żadnej pracy się nie boi!

Umiejętność zarządzania, kreatywność i doskonała organizacja to cechy, które sprawiają, że polskie kobiety w prowadzeniu biznesu na gospodarstwie rolnym spisują się znakomicie.

Mówią na mnie „Rolnikowa” – z dumą i ze śmiechem opowiada Joanna Góralska, rolniczka z Byszwałdu w powiecie iławskim, jedna z wielu kobiet stojących na czele gospodarstw na Warmii i Mazurach.

-To było kilka lat temu. Obsiewałam pole i musiałam podjechać zatankować ciągnikiem na stację. Ludzie z osobowych aut patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Jeden z panów zapytał: A pani się nie boi? Zatkało mnie, a pracownik stacji, z którym się znam, w moim imieniu mu wyjaśnił: To jest nasza rolnikowa, ona zna się na rolnictwie i ciągnikach. I tym sposobem dowiedziałam się, jak o mnie we wsi mówią. A długo byłam rodzynkiem w męskim gronie rolników, nigdy od nich jednak nie odstawałam. Pracujemy w gospodarstwach tak samo ciężko i fachowo – wspomina.

Joanna Góralska ma dwie pasje – rolnictwo i motoryzacja. Pochodzi z rolniczej rodziny i nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło, by być kimś innym niż rolnikiem, a raczej rolniczką. Ukończyła szkołę o profilu rolniczym i gdy tylko uzyskała pełnoletniość – jak mówi, została „farmerką pełną gębą”. Od dziewięciu lat, razem z bratem, zarządzają gospodarstwem, które specjalizuje się w produkcji mleka.

-Praca w gospodarstwie uczy wszechstronności, zaradności, ale jest też wielką odpowiedzialnością. Ciągle jest coś do roboty, a to jadę na pole, a to porobię coś w oborze. Serwis maszyn i ich obsługę uwielbiam – jak sama usunę awarię maszyny, to dla mnie największa satysfakcja. Pracujemy na 360 hektarach, w tym 75 hektarów to grunty własne. Wszystkie uprawy służą zaopatrzeniu paszowemu gospodarstwa. Dokupowane są pasze zbilansowane. Obecnie w gospodarstwie jest 170 krów mlecznych oraz młodzieży – cielęta i jałówki – opowiada.

W gospodarstwie obowiązują zasady dobrej praktyki rolniczej, które powodują zrównoważony rozwój gospodarstwa bez zagrożeń dla środowiska naturalnego.

-Naszym celem jest uzyskanie dobrej jakości mleka bez szkody dla krów. Wybudowane budynki gospodarcze są dostosowane do wymogów dobrostanu zwierząt oraz ochrony środowiska. Dawniej wszystko było sterowane mechanicznie, a teraz ustawienia nie tylko ciągnika, ale i maszyn współpracujących, wykonujemy z fotela operatora i przy wykorzystaniu komputera. Jeżdżę świetnym ciągnikiem z joystickiem, więc praca przebiega sprawniej dzięki możliwości sterowania jedną ręką z jednej dźwigni. Mamy bardzo nowoczesnego maszyny, dzięki którym pracuje się łatwiej i szybciej, a przede wszystkim bezpieczniej. Trzeba korzystać z rynkowych innowacji, bo bez tego ani rusz! Nowoczesna flota maszyn wnosi gospodarstwo na wyższy poziom i pozwala zwiększać wydajność. Ważne, by dobrać optymalny sprzęt i poczynić odpowiednie inwestycje – dodaje.

Nowoczesne maszyny rolnicze są wyposażone w technologie, które są sporym wsparciem dla kobiet zarządzających gospodarstwami rolnymi. Pozwalają im zwiększać wydajność prowadzonej działalności i oszczędzać czas dla bliskich.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, co piąte gospodarstwo w Polsce jest prowadzone przez kobietę. Dawniej kobiety wiejskie mogły jedynie pomarzyć, by stać na czele gospodarstwa. W okresie międzywojennym przeznaczona była dla nich przede wszystkim rola opiekunki domowego ogniska. Panie nie pełniły wtedy zawodowych ról, a jedynie funkcję rodzinną. Zmiany zaczęły wkraczać w rolniczy świat w trakcie wojny. Kobiety w wielu przypadkach musiały wtedy zastąpić mężczyzn w gospodarstwach i okazało się, że potrafią i mogą to robić. Po wojnie, gdy wielu mężczyzn podjęło pracę robotniczą w miastach, panie zaczęły prowadzić gospodarstwa. I tak się zaczęło rozwijać kobiece oblicze rolnictwa.

-Rolniczki muszą walczyć ze stereotypami, ponieważ wielu Polaków kobietę wiejską wciąż utożsamia tylko z żoną rolnika, która „jedynie” pomaga mężczyźnie w gospodarstwie. Tak naprawdę ona nie tylko pracuje w gospodarstwie nawet o 13 godzin tygodniowo więcej niż mężczyzna, ale także pełni wiele funkcji społecznych – podkreśla Katarzyna Krzywicka-Zdunek, badaczka rynku IRCenter.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/articles/rolniczki-motorem-innowacji

https://agronomist.pl/

Liderka Magdalena Maślanica

 

 

 

 

 

W dobie koronawirusa jarmarki i festyny nie mają racji bytu, dlatego w wyjątkowo trudnej sytuacji są mali wytwórcy żywności, którzy zazwyczaj sprzedają produkty w ramach rolniczego handlu detalicznego i zajmują się przetwórstwem. W obliczu problemów, producenci znaleźli jednak sposób na dotarcie do klientów – przenieśli się do sieci. W Polsce powstało wiele różnych inicjatyw, które mają pomóc w ułatwieniu drogi od pola do stołu, przykładowo Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego uruchomił wiejską e-skrzynkę. Są także oddolne inicjatywy rolników. Jedną z nich wymyśliła producentka żywności z Gronia – Magdalena Maślanica – zwyciężczyni konkursu Izby Gospodarczej „Lider ekologii na Podhalu”, która stworzyła internetową globalną mapę swojskiej żywności.

 

Chcesz zobaczyć całość?

https://agronomist.pl/articles/rolnik-cie-nakarmi

https://agronomist.pl/

Malarki z Zalipia

Jest w Polsce niewielka wieś, którą Japończycy umieścili na liście europejskich cudów. Przyciąga do Małopolski ludzi z całego świata, dzięki chatom pokrytym kwiecistymi wzorami. Zalipie, to unikalny przykład sztuki ludowej, która przetrwała ponad stuletnią próbę czasu i jest kontynuowana przez kolejne pokolenia. Współczesne kontynuatorki działalności wyjątkowej mieszkanki tej miejscowości – gospodyni Felicji Curyłowej, nadal tworzą i dzielą się kwiatową pasją. Wieść o zalipiańskiej tradycji malowniczej, jest wciąż niesiona.

Zalipie uznawane jest za najpiękniejszą i najbardziej kolorową wieś w Polsce. Zwyczaj zdobienia domów malaturami, jest znany w innych regionach naszego kraju, ale nigdzie indziej, nie rozwinął się na taką skalę, jak tutaj.

Sięgając do historii, zalipiańska tradycja malownicza, rozpoczęła się w drugiej połowie XIX wieku. W wiejskich domach, był wtedy dym z palenisk, bo przecież nie było jeszcze pieców z kominami. Pobielane ściany, szybko pokrywały się sadzą. Dlatego też, dziewczęta z Zalipia zaczęły ozdabiać je nieregularnymi plamkami, zwanymi „packami”. Służył im do tego pędzel zrobiony z prosa lub żyta i sadze rozrobione w mleku. Później, kobiety zaczęły w ten sposób malować podmurówki. Na przełomie XIX i XX wieku, „packi” przekształciły się w barwne desenie. Pojawiły się kwiaty i zawijasy, a sadzę zamieniono na kolorowe barwniki. Malowidła „przekroczyły” progi budynków, wyszły na zewnątrz. Zaczęły pojawiać się na chałupach, oborach, studniach. Oczywiście, do malowania nigdy nie używano szablonów, każdy wzór był autorskim pomysłem i sam w sobie był niepowtarzalny. Domy z drewnianych, powoli zastępowano murowanymi, ale tradycja zdobienia pozostała. Mieszkańcy wsi, a w szczególności kobiety, zaczęły się w malowaniu tych kwiatów specjalizować. Światowa sława tutejszych malunków, rozkwitła właśnie dzięki mojej babci – Felicji Curyłowej, ludowej artystce, która malowała kwiaty w Zalipiu już od najmłodszych lat. Poza swoją działalnością artystyczną, można powiedzieć, że była współczesnym specjalistą do spraw public relations tego miejsca – w czasach, w których żyła. Popularyzowała tutejszą twórczość zdobniczą – w Polsce i na świecie. Jej zagroda, stała się ikoną symbolizującą Zalipie. Dziś funkcjonuje tu muzeum. Można zobaczyć, jak żyła i tworzyła. Zachowała się jej twórczość – opowiada Wanda Racia, wnuczka Felicji Curyłowej, a zarazem kustoszka Muzeum Felicji Curyłowej. Nauczona malowania przez swoją babcię, zajmuje się dziś nie tylko oprowadzaniem turystów, ale również – co roku, przed Bożym Ciałem, odnawia zewnętrzne malowidła Muzeum.

Felicja Curyłowa, urodzona w 1904 roku, była prekursorką lokalnej sztuki, dlatego też już za jej życia – jej dom stał się centrum sztuki ludowej. Był i jest nadal tłumnie odwiedzany. Po śmierci artystki, nieruchomość zakupiła Cepelia, która w 1978 r. przekazała budynki Muzeum Okręgowemu w Tarnowie. Wystawa obejmuje: dwa domy, stajnię, stodołę oraz przeniesioną obok malowaną chałupę. Budynki, które możemy dzisiaj oglądać, wyglądają identycznie jak za życia malarki. W muzeum w Zalipiu jedynie stodoła pozostała nietknięta pędzlem Felicji Curyłowej. Drewnianą, pomalowaną na żółto, szalowaną chatę, zdobił szlaczek niebieskich kwiatków – i tak jest do dzisiaj. W środku budynku, w sieni, można zobaczyć malowaną wapnem i sadzą powałę – to pochodzące z 1914 roku, pierwsze dzieło słynnej malarki (gdy je malowała, miała zaledwie dziesięć lat). Odwiedzić można również izbę z pomalowanym sufitem, na którym, pod nadzorem konserwatora, wiernie odmalowano kwiaty. Było to konieczne, ponieważ belki stropowe zaatakowały korniki. Trudnego zadania podjęła się Wanda Racia, która jak nikt, zna styl swojej babci.

 

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/articles/malarki-z-zalipia

https://agronomist.pl/